O mnie

wróżkaJestem wróżką
i jedną z nielicznych szeptunek zamieszkujących Polskę. Głównie zajmuje się zielarstwem, rytuałami, tarotem i kabałą. Ponadto czynnie udzielam się jako ekspert na portalu wieszjak.pl. Tutaj możesz obejrzeć moją wizytówkę zamieszczoną w wyżej wymienionym serwisie, a w dziale "artykuły" można znaleźć odnośniki do moich artykułów zamieszczonych na wyżej wymienionej stronie. Pozostałe artykuły można przeczytać na okulta.pl. Do niedawna tworzyłam horoskopy dla WP. Obecnie pisze artykuły dla wieszjak.pl zaś horoskopy można przeczytać na portalach
uroda-wdziek.pl i slim-line.pl.


The Order of Phosphorus

BRAMA DO ŚWIATA BOGÓW

Słowo wudu (voodoo) kojarzy się nam z zombie, laleczkami przebitymi szpilkami, czarną kurą przybitą do drzwi - innymi słowy z rytuałami zła, z zemstą i czarną magią. Ale to tylko jedna strona tej religii. Białe wudu - jak i biała magia - pomaga, uszczęśliwia i łączy z bogami.

Gdy w 1947 roku amerykańska reżyserka Maya Deren, na zlecenie magazynu "Life" wzięła udział w tańcu wudu, była przekonana, że wszystkie historie opowiadane o tym obrzędzie są wyssane z palca. Mówiono bowiem, że podczas takiego tańca bogowie wudu wybierają osoby, w które mają zamiar wejść. Deren, jak większość ludzi, wudu wyobrażała sobie mniej więcej tak, jak scenarzyści hollywoodzkich horrorów, wychowani na szeptanych opowieściach o zombie i klątwach sprowadzających choroby i śmierć.

Deren w trakcie obrzędu mimowolnie weszła w trans i została opętana przez Erzulie - boginię czystości i miłości, utożsamianą z Marią Panną, ale jednocześnie mającą w sobie cechy Wenus. Maya Deren poczuła podczas tańca niezwykłe odrętwienie ciała, została ogarnięta uczuciem, które nazwała białą ciemnością - "biel była cudowna, a ciemność przerażająca" - opowiadała później. Przez jej ciało, od dołu ku głowie przepływała fala potężnej mocy, grożącej rozsadzeniem czaszki (podobnie jest, gdy nieumiejętnie uruchomi się energię kundalini). Przerażona zaczęła w myślach wołać o litość i wtedy usłyszała w głowie wołanie chóru głosów: "Erzulie". Deren na kilka godzin straciła przytomność. Gdy ją odzyskała, poczuła się tak, jakby zaczęła życie od nowa. Zaczęła widzieć w wudu religię, która ofiarowuje swoim wyznawcom szczególny światopogląd i cenne wartości etyczne. A przede wszystkim uczy, że człowiek nie jest na świecie sam - wokół niego, oprócz materialnego świata, rozciąga się świat pełen dobrych i złych bóstw, z którymi można nawiązać kontakt, i które można poprosić o pomoc.

Ochrzczony kapłan to potężny kapłan
Tajemniczy, budzący grozę kult stworzyli czarni niewolnicy przywiezieni na Haiti z Afryki Zachodniej. Należeli do ludów Yoruba, Kongo i Fon. W języku tego ostatniego plemienia słowo "vodoun" oznacza "duch, bóstwo" - stąd wzięła się nazwa haitańskiej religii.
Właściciele plantacji zabraniali niewolnikom odprawiać pełne czarów i klątw rytuały ich kultu. Zmuszali ich do przejścia na katolicyzm. Murzyni przystępowali do chrztu z obawy przed karą. Jednak ich pojmowanie chrześcijaństwa mocno się różniło od kościelnego. Uznali oni bowiem katolicyzm za inną formę magii - potężniejszą od ich własnej, skoro katolicy rządzą światem. Niektórzy więc chrzcili się nawet kilka razy, by zdobyć moc, jaką - ich zdaniem - mieli księża. Nie porzucali jednak własnej wiary i w ten sposób w ciągu kilku stuleci wierzenia afrykańskie i chrześcijaństwo stopiły się w jedno, tworząc znane nam wudu. Dziś kandydat na wyznawcę wudu musi być praktykującym katolikiem, przyjąć chrzest i inne sakramenty.
Wraz z haitańskimi emigrantami wudu zawędrowało również do Europy Zachodniej. Na drzwiach mieszkania pewnej paryskiej kamienicy wisi zabawny szyld: "Madame Guedelia naprawia wszystkie zepsute maszyny". Ta Haitanka od 12 roku życia jest kapłanką wudu. Została poświęcona Dziewicy Marii, dlatego w jej domu pełno jest ołtarzyków z gipsowymi Madonnami. A Bernie Williams, naczelny houngan (kapłan) Wielkiej Brytanii modli się przed ołtarzem wypełnionym ludzkimi czaszkami i kośćmi.
Wielką popularność wudu zdobyło sobie w USA. Praktykuje je wiejska biedota i właściciele rezydencji na Beverly Hills. Różnica między wudu amerykańskim a haitańskim jest taka, że dla Haitańczyków jest on rytuałem życia i śmierci, dla Amerykanów rodzajem zabawy, choć nie do końca. Na przykład w Nowym Orleanie wierzą w wudu zarówno biali, jak i czarni mieszkańcy miasta. Kupują w specjalnych sklepach magiczne proszki i uczestniczą w niezwykłych obrzędach na cmentarzach. A gdy znajdą przed domem symbol złych życzeń, małą trumienkę albo czarną laleczkę przebitą szpilką, pędzą do czarownika, by odczynił urok.
Zaproś do swojego ciała potężnego ducha.
Bogowie i duchy w religii wudu nazywane są loa. Są loa dobre i złe. Pochodzą z wierzeń różnych afrykańskich plemion: Wangol pochodzi z Angoli, Rada z Dahomeju itp. Przywołuje się je, rysując odpowiedni symbol i składając ofiary. Potężne i złe loa domagają się krwi, często nawet ludzkiej. Łagodnym duchom wystarczają kwiaty, alkohol lub mleko. Wiele z tych tajemniczych dobrych duchów czczonych jest pod postacią świętych Kościoła katolickiego. Erzulie, bogini czystości i miłości (jakkolwiek wcale nie dziewica!), utożsamiana jest z Najświętszą Marią Panną; Legba, opiekun domów i dróg to święty Piotr, w Jezusie wyznawcy wudu widzą boga Oxalę, w bogu burzy Szango - Jana Chrzciciela. A bóg-wąż Damballach to święty Patryk, który wypędził węże z Irlandii. Na cmentarzach przebywają Guede, duchy śmierci, ubrane jak właściciel domu pogrzebowego - w czarne surduty i cylindry. Ich władcą jest straszliwy Baron Samedi, pan podziemi, mistrz magii. Jest lubieżny i chciwy, lubi zabierać ofiary złożone innym loa.
Każdego roku, 25 lipca, przyjeżdżają do Plaine Du Nord na Haiti tłumy turystów i wiernych. Wyznawcy wudu wędrują pieszo przez wiele dni albo podróżują zatłoczonymi, rozpadającymi się autobusami. Dzień świętego Jakuba jest dla nich jednym z ważniejszych świąt, ale tak naprawdę uroczystości odbywają się ku czci Oguna, boga ognia i wojny. Pielgrzymi tańczą i śpiewają na ulicach przy wtórze afrykańskich bębnów i grzechotek. Wierni wirują wśród widzów, niektórzy każą sobie zapalać w otwartych dłoniach garstkę prochu strzelniczego, tną się nożami i rzucają całym ciałem na ostrza dzid.
Kapłani kierują tłum w stronę wielkiego stawu wypełnionego świętym błotem. Zielonkawy muł jest źródłem energii Oguna. Ludzie zdzierają z siebie ubrania i nurkują w nim, kąpią malutkie dzieci, piją i czerpią do butelek, by zabrać do domu.
W kulminacyjnym momencie obrzędu wierni wyrywają pióra żywym kurczakom, a potem kuchennymi nożami odrąbują im głowy. Rozmazują na sobie tryskającą krew wierząc, że w tym momencie wstępuje w nich Ogun, by zapewnić im wszelką pomyślność. Ku czci boga kapłani poświęcają czarnego byka, wrzucają jego odrąbany łeb do świętego błota.
Ekstatyczny taniec i krwawe rytuały działają jak narkotyk. Podczas obrzędów strumieniami leje się nie tylko krew, ale również alkohol. Ludzie tracą kontakt z rzeczywistością, aż w końcu padają zemdleni. Ten, kto upadnie w tańcu, jest uznany za ulubieńca bogów i ceniony jako tzw. "Rogaty". Gdy wierni otrząsną się z transu, często zapadają w długi i bardzo głęboki sen.

Lewa ręka ciemności
Jak już wiemy, istnieją dwie strony wudu - biała i czarna. Obrzędy wudu odprawiane przez kapłanów "prawą ręką" przywołują duchy łagodne, pomagające ludziom. Istnieją też okryte tajemnicą mroczne rytuały odprawiane "lewą ręką", które mają wyrządzić zło. Czarną magią zajmują się bokorzy, czarownicy skupieni w tajnych sektach, m.in. Cochon Gris i Bizango. Ludzie wierzą, że składają oni ofiary z ludzi, rzucają klątwy, a swych wrogów zamieniają w zombi, żywe trupy.
Strach przed zamianą w zombie wykorzystywali nawet politycy. Dyktator Haiti Francois "Papa Doc" Duvalier, rządzący w latach 1957-71, groził nieposłusznym obywatelom krwawą zemstą czarowników wudu. Wierzył on głęboko w moc wudu - napisał nawet poważną rozprawę na temat tego kultu.
Ludzie pragnący zemsty często opłacali bokora, by ten ukarał ich wroga. Wieloletnie doświadczenie uczyło, że działanie kapłana ciemności zawsze skutkowało...
Aby się na kimś zemścić, kapłani przywołują Barona Samedi, pana zmarłych i cmentarzy. Najsilniejszą moc ma obrzęd odprawiany w dniu Wszystkich Świętych. Na cmentarzu ustawia się wielki czarny krzyż i wykopuje dół w ziemi. Spływa do niego krew ofiarnych zwierząt (a podobno czasami również ludzi) i sok z czerwonych winogron, a kapłani spluwają na zły omen. Jeśli ktoś chce rzucić klątwę na złego sąsiada albo niewiernego kochanka, wskakuje do tej dziury, zrywa z siebie ubranie i wije się w rytualnym tańcu, naśladując ruchy węża. Kapłani plują na tę osobę i polewają ją krwią. Innym sposobem sprowadzenia na kogoś nieszczęścia jest ulepienie z wosku czarnej laleczki wudu, najlepiej z kosmykiem włosów ofiary. Skrapia się ją świeżą krwią, a potem wystarczy nakłuć lub przebić laleczkę, by zaatakowana osoba zaczęła wić się z bólu albo w nie wyjaśnionych okolicznościach rozstała się z tym światem.
Żywe trupy - niewolnicy złych kapłanów
Opowieści o zombie, "żywych trupach", od dziesięcioleci wywołują w ludziach dreszcz przerażenia. Przez wieki uważano, że zombie są prawdziwymi zmarłymi, których bokor przywraca do życia. Ale dzięki badaniom uczonych, a także zeznaniom najsłynniejszego zombie - Clairviusa NarcisseŐa, wiemy teraz, że bokorzy w tworzeniu zombie nie wykorzystują czarnej magii lecz wiedzę o działaniu trucizn na ludzki organizm.
Clairvius Narcisse pokłócił się z sektą "władców ziemi", złych kapłanów wudu. Któregoś dnia poczuł się bardzo źle, oddychał z coraz większym trudem. W szpitalu lekarze bezskutecznie próbowali go reanimować. Dwóch specjalistów stwierdziło zgon, choć Narcisse żył nadal i był świadomy tego, co się z nim dzieje. Chciał dać im jakiś znak, ale nie mógł nawet poruszyć palcem. Wiedział, że zabrano go do kostnicy. W czasie ceremonii pogrzebowej słyszał płacz swojej rodziny, przybijanie wieka trumny i czuł, że spuszczano ją do typowego haitańskiego grobowca wymurowanego na powierzchni ziemi. Przebywał w grobie kilka dni. Którejś nocy czarownicy wudu odkopali trumnę i częściowo obudzili Clairviusa z transu. Stał się bezwolnym narzędziem w rękach bokora i przez kilka lat - razem z dziesiątkami innych zombie - harował dla niego jak niewolnik na plantacji ukrytej wysoko w górach. Gdy wreszcie udało mu się uwolnić spod władzy kapłana i wrócić do rodzinnej wsi, wzbudził powszechny strach. Nawet najbliżsi uciekali od niego, krzycząc: "Ty umarłeś!". Nieszczęsny zombie przez wiele lat leczył się u psychiatrów, ale właściwie nigdy nie wrócił do zdrowia. Gdy na Haiti skończyły się rządy wojskowej junty, Narcisse złożył sprawę do sądu. Oskarżył kapłanów o rzucanie czarów i zażądał zwrotu zawłaszczonej przez nich ziemi. Haitański kodeks karny wywołanie letargu stawia na równi z morderstwem. Bowiem tak naprawdę "żywe trupy" nie są nieboszczykami.
Daj zombie sól, a uratujesz go.
Za pomocą tajemniczej substancji o nazwie "coup poudre" bokorzy potrafią wprowadzić ofiarę w stan kataleptycznego snu. Ciało nie daje żadnych oznak życia i choć człowiek jest świadom tego, co się dzieje, nie może nawet mrugnąć okiem. Ofiara bokora przeżywa własny pogrzeb, a potem zostaje odkopana i częściowo przywrócona do życia. Staje się bezwolnym "żywym trupem", posłusznie wykonującym każdy rozkaz czarownika. Głównym składnikiem "coup poudre" jest trucizna aż 500 razy silniejsza od cyjanku - tetrodotoksyna. Uzyskuje się ją z niektórych gatunków ryb tropikalnych, m.in. z diabła morskiego i ropuchy morskiej. "Coup poudre" najlepiej przygotować w czerwcu, gdy w rybach znajduje się najwięcej tej trucizny. Do mikstury dodaje się również trujące rośliny i startą na proszek ropuchę, wcześniej żywcem zakopaną - w ten sposób płaz "umiera z wściekłości", produkując większą dawkę trującego jadu. Gotowy proszek rozsypuje się przed domem ofiary, można go też wsypać do buta upatrzonego człowieka lub dmuchnąć mu nim w twarz, gdyż trucizna działa przez skórę.
Zatrucie "coup poudre" powoduje całkowity paraliż i zatrzymanie wszystkich funkcji życiowych, tylko mózg i zmysły funkcjonują normalnie. Ofiara ma niewielkie zapotrzebowanie na tlen, ale trzeba ją dość szybko wyciągnąć z grobu, by nie dopuścić do trwałych zmian w mózgu spowodowanych niedotlenieniem. Budząc ofiarę, bokor uderza w bęben i powtarza imię "umarłego". Gdy ten obudzi się, stawia go przed krzyżem i nadaje mu nowe imię, ośmieszające i poniżające. Karmi go pastą ze słodkich ziemniaków, syropem z trzciny cukrowej i wyciągiem z bieluni dziedzierzawy. Ta roślina, zwana ogórkiem zombie, zawiera silne substancje halucynogenne, m.in. atropinę, które likwidują działanie tetrodotoksyny.
Przywrócony do życia zombie jest oszołomiony, łatwo więc nim manipulować. Dostaje jedzenie tylko raz dziennie, ale żadna potrawa nie jest osolona, by nie złagodziła działania narkotyków. Posiłek składa się z padliny i z wyciągu z bieluni. Długotrwałe zatruwanie organizmu prowadzi do narkotycznego uzależnienia. Zombie harują od świtu do nocy, byle tylko otrzymać dawkę halucynogenów.
Wiele obudzonych "żywych trupów" zostaje porzuconych gdzieś w dżungli, gdyż nie nadają się do pracy na plantacji. Szok spowodowany przeżyciem własnego pogrzebu, uszkodzenie mózgu wywołane niedotlenieniem, utrata pamięci i przytępienie zmysłów wkrótce prowadzą do śmierci, tym razem prawdziwej. Nieszczęśni zombie wyglądają jak postacie z horroru, mają tępy wyraz twarzy, mówią przez nos, poruszają się powoli na sztywnych nogach i chwieją jak pijani. Nietrudno odróżnić ich od przeciętnego człowieka. Haitańczycy panicznie boją się żywych trupów. Wierzą, że są one obdarzone niezwykłą mocą wyrządzania zła. Komu więc uda się wyrwać z rąk bokora, nie może wrócić do normalnego życia. Błąka się samotny po świecie, wzbudzając powszechny lęk. Wielu mieszkańców Wyspy Przeklętej - ze strachu, by zmarły członek rodziny nie stał się zombie - duszą nieboszczyka, wbijają mu w serce kołek albo obcinają głowę. A przede wszystkim starają się nie narazić złemu czarownikowi...
Barbara Scudder
_______________

 
Copyright © 2008-2019 Wróżka Lilith Black Moon. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.