;
poniedziałek, 30 grudzień 2019 01:30

Magia i jej tajemnice

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jeżeli już ktoś zastanawia się nad znaczeniem obiegowego określenia Czarna i Biała Magia, najczęściej dochodzi do wniosku, że czarna to ta, której celem jest wyrządzenie szkody, a biała wyróżnia się przez to, że pomaga. Ale czy jest to naprawdę aż tak proste?

 

Adres kontaktowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Uwaga

Pamiętaj o tym, że wróżba jest po to by coś zmienić nie jest zaś odgórnie przesądzonym nam losem.
Wróżba jest następstwem tego co zrobiliśmy do tej pory.

Wróżby

  1. Wróżba z dokładnością co do dnia (10 dni-od wskazanego dnia) - 150 zł;
  2. Wróżba na rok, na podstawie kabały cygańskiej - 200 zł;
  3. Wróżba na rok, na podstawie kart tarota - 200 zł;
  4. Wróżba poprzez komunikator Skype - 250 zł;
  5. 5 pytań do kart (opisowe odpowiedzi) - 5 pyt./150 zł;
  6. Jedno pytanie do kart (sformułowane tak aby można było odpowiedzieć: "tak" lub "nie") - 1 pyt./10 zł;
  7. Jedno pytanie do kart (opisowa odpowiedź) - 1 pyt./30 zł;

Rytuały

  1. Rytuały przyciągające (zdrowie, miłość {ogólny}, finanse, szczęście) - 400 zł;
  2. Rytuał przyciągający miłość (na konkretną osobę) - 600 zł;
  3. Rytuał rozdzielenie dusz (również w przypadku zmarłej osoby) - 800 zł;
  4. Rytuały intencyjne - 500 zł;
  5. Klątwa - 600 zł,
  6. Spętanie - 700 zł;
  7. Oczyszczenie - 600 zł;
  8. Zdejmowanie klatw lub urokow- 600 zł
  9. Stworzenie tarczy ochronnej - 300 zł;
  10. Palenie świec (namaszczonych specjalnie spreparowanymi olejami) w wymyślonej przez Ciebie intencji - 300 zł;
  11. Mieszanka ziół oczyszczających dom - 100 zł;
  12. Seans spirytystyczny - 5 000 zł (maksymalna liczba osób przebywających w pomieszczeniu: 8);
  13. Uzdrawianie w zależności od przypadku.

Amulety i talizmany

  1. Torba mojo  przyciągająca pieniądze - 800 zł;
  2. Torba mojo przyciągająca miłość - 800 zł;
  3. Torba mojo przyciągająca szczęście - 800 zł;
  4. Torba mojo dla ochrony - 800zł
  5. Torba mojo usuwająca klątwy i uroki - 800 zł;
  6. Torba mojo przynosząca szczęście w grze - 800 zł;
  7. Torba mojo pomagająca odzyskać spokój w domu - 800 zł;
  8. Torba mojo spełniająca życzenia - 800 zł;
  9. Torba mojo zapewniająca dobrą prace - 800 zł;
  10. Torba mojo tylko dla kobiet zapewniająca kontrolę nad mężczyzną - 800 zł;
  11. Amulet strzegący przed urokami - 500 zł;
  12. Talizman przynoszący wolność - 500 zł;
  13. Talizman pomagający w nauce - 500 zł;
  14. Talizman przyciągający miłość - 500 zł;
  15. Talizman przyciągający romans - 500 zł;
  16. Talizman wzmacniający przyjaźń - 500 zł;
  17. Talizman dający władzę - 500 zł;

Pozostałe

  1. Parzystopa dla tych, którzy chcą uniknąć nieproszonych gości w domu - 800 zł;
  2. Trupia woda -1500 zl
  3. Gra " śmierć wcielona " - oferta jedynie dla klientów VIP.


   W początkowym okresie swojej rosnącej przewagi w Europie chrześcijaństwo uznało wszelką magia, nie mieszczącą się w rytuałach kościelnych, za przejaw Czarnej Sztuki, złej i diabelskiej. W następnych stuleciach to zajadłe przeciwstawienie się trochę zatarło i wyłoniły się pewne konwencje, choć nigdy całkiem ścisłe i jednoznaczne, w charakterze jakby rozejmu pomiędzy stanowiskiem Kościoła, potępiającym wszelką magię (prócz własnej i nie określanej tym wyrazem) jako taką, a przymykaniem oczu na niektóre jej formy: tak zrodziło się pojęcie Białej Magii. Duży wpływ na to rozróżnienie wywarły dociekania magiczne w Hiszpanii arabskiej, powołujące się (często zbyt naiwnie i pochopnie, ale czasami może i nie całkiem bez racji) na tradycje hebrajskie i jeszcze dawniejsze, wywodzące się aż z Babilonu. Podział magii na białą i czarną zyskał oficjalnie uznanie Kościoła, co nie przeszkadza, że w konkretnych przypadkach rozróżnienie to pozostawało często niejasne i kontrowersyjne. Trzy główne formy działań magicznych doczekały się jednak akceptacji pod nazwą Białej Magii:

Primo: Te, w których formuły i obrzędy przerobione zostały na modłę chrześcijańską, zwłaszcza w ten sposób, że odwoływano się w nich do Boga w imię Jezusa Chrystusa i obficie wtrącano aluzje do Nowego Testamentu.


Secundo: Zachowujące dawniejszą frazeologię hebrajską, imiona i skróty w rodzaju Agla i tetragramatonu, pentagram nie zastąpiony przez krzyż itd. Formy te podtrzymywali zapewne żydowscy nekromanci, lecz tolerowano je (mimo że nie spełniały warunków poprzedniego punktu), gdy nie popadały w głębszy konflikt ze stanowiskiem Kościoła i miały tzw. dobro na celu.


Tertio: Zabiegi nie odwołujące się wprost do mocy Bożej, tylko polegające na właściwościach przedmiotów i substancji, określane jako magia naturalna. Zaliczały się do nich alchemia, wróżby, czytanie z kuli kryształowej itp. Niektóre z nich ewoluowały stopniowo w kierunku prawdziwych lub rzekomych nauk, co nie przeszkadza, że do niedawna Kościół atakował je gwałtownie pod nazwą spirytyzmu lub okultyzmu; że potępienie ta rozciągano nie tylko na astrologię czy chiromancję, ale i na badania w dziedzinie hipnozy i telepatii.

 



   Poza nawiasem choćby i takiej szczątkowej akceptacji zostało wszystko, co Kościół już od zarania tego konfliktu ideologicznego napiętnował i potępił pod nazwą Czarnej Magii.
Jej wspólny mianownik to zwłaszcza kontaktowanie się z demonami, bez względu na to, czy uważanymi za takie od dawna, czy będące starymi i czcigodnymi bóstwami, przez Kościół dopiero przemianowanymi na diabłów.
Przy okazji zaś włączono do tego bezlitosne zwalczanie z jednej strony kultów dianicznych i wszelkiego czarostwa, a z drugiej strony Żydów i judaizmu.

 


   Tzw. kulty dianiczne to prastara i naturalna religia panująca w Europie, w mnóstwie odmian lokalnych, od czasów prehistorycznych. Chrześcijaństwo najpierw tolerowało ją i włączało jej elementy do swych własnych praktyk i zwyczajów, a później zaczęło ją bezlitośnie tępić jako swoją główną religię konkurencyjną w Europie. Utożsamiano ją w tym celu z kultem szatana i wyniszczono tak doszczętnie, że nawet pamięć o niej zaginęła i tylko miejscami przetrwały, w najgłębszym ukryciu, jej szczątki - jako ludowa praktyka czarów. Ponownego odkrycia tej religii dokonała Margaret Murray w przełomowych książkach The Witch-Cult in Western Europe (1921, Kult czarostwa w Europie Zachodniej) i The God of the Witches (1931, Bóg czarownic i czarowników), nadając jej nazwę kultów dianicznych. W naszych czasach religia ta i jej praktyki przeżywają gwałtowne odrodzenie: a gdy jej wyznawcom przestały zagrażać tortury i śmierć na stosie, okazuje się, że tych reliktów przetrwało w ukryciu więcej, niż się mogło wydawać. Ale czarostwo to nurt całkiem osobny (który też osobno będę omawiał) i nie należy go utożsamiać z Czarną ani też z Białą Magią, mimo że istnieją pewne styczności i że Kościół, celowo wytwarzając zamęt w pojęciach, forsował to utożsamienie przez wiele stuleci. Co się zaś tyczy równoległego tępienia przez Kościół judaizmu, zagadnienie jest zbyt rozległe, aby można je było streścić w kilku zdaniach. Lecz ten aspekt, o który tutaj chodzi, najlepiej przedstawił Joshua Trachtenberg w książce The Devil and the Jews (1943, polskie wydanie w moim przekładzie 1997 Diabeł i Żydzi).

 


   Ta z niczym nie licząca się wojna religijna ciągnęła się przez długie stulecia- z budzącymi grozę skutkami, należącymi do najpotworniejszych i najbardziej haniebnych zbrodni w dziejach człowieczeństwa.
Podstawowy chwyt tej kampanii propagandowej polegał na wmawianiu w kółko ( i często aż do dziś pokutujących) utożsamieniu spraw najzupełniej różnych: magii, pogaństwa i kultów pierwotnych, diabła, czarów i czarownic, herezji, bluźnierstwa, sprośności oraz żydostwa.


Robiono to między innymi przez perfidne mieszanie i przenoszenie nazw, co innego znaczących
Nadano więc zgromadzeniu czarownic nazwę żydowskiego święta: sabat. I przyjęło się! Próbowano też nazwać miejsca tych spotkań, takie jak tradycyjna Łysa Góra, synagogą, ale to się jakoś nie przyjęło. Mimo długotrwałych wysiłków, aby opinii publicznej utożsamić Żyda z diabłem, udało się to tylko częściowo: i nawet w Białej Magii trzeba było tolerować pozostałości hebrajskie.

   Czarna Magia dzieli się z grubsza na dwie kategorie. Pierwsza wiąże się ściśle z chrześcijańskim wyobrażeniem diabła i polega na sprzedaniu mu swej nieśmiertelnej duszy w zamian za określone korzyści materialne. Co roztropniejsi zdawali wprawdzie od wieków pytanie: kto mający choć odrobinę rozsądku (i pilnujący własnej korzyści) zgodziłby się zapłacić wiecznością piekielnych tortur za trochę złota lub kilka lat przyjemności? Na to odpowiadano, że pakt z diabłem (jeśli Bóg ma go uznać za wiążący) musi zawierać cyrograf, dający człowiekowi szansę uniknięcia kary piekielnej: a już jego sprawa, czy potrafi z tej szansy skorzystać. Diabeł za to, dla wyrównanej gry, miał prawo zostawić na osobie paktującego swój znak, jakieś piętno czy skazę, które mogły w krytycznej chwili wykręcenie się od tej zapłaty utrudnić.


   Dobrym przykładem tego jest pewna opowieść o człowieku, w którego cyrografie znajdował się warunek, że diabeł może go porwać tylko wówczas, gdy ten dobrowolnie wejdzie w zielone drzwi. Wydawało się to łatwe do uniknięcia. Niestety delikwent nie przewidział, że naznaczono go diabelskim piętnem daltonizmu: i wszedł w zielone drzwi nie widząc ich koloru.


   Druga kategoria Czarnej Magii (poważniejsza i bliższa wyobrażeniom arabskim, żydowskim czy nawet babilońskim) traktuje demony (zawsze mniej potężne od Boga i podległe mu) jako coś na kształt upersonifikowanych żywiołów czy sił natury, przed którymi trzeba się zabezpieczyć i uznać je, po czym można nimi kierować na swój użytek. Zły czy dobry? To zależy, jak ze wszystkimi siłami, głównie od samego operatora. Jeśli zna on właściwe Słowa czy Imiona Potęgi, może tymi demonami posługiwać się i kierować, choćby wbrew ich woli i w sposób niezależny od ich własnej natury.


   Również do Czarnej Magii zaliczano wszystko, co wyrządza szkodę lub cierpienie, okalecza i niszczy. Gdyż do takich działań jakoby nie dałaby się użyć siła Boska, której zapożyczanie dla własnych lec godziwych celów traktowano jako zasadniczy wyróżnik Białej Magii.

   Tu jednak od razu nasuwa się spostrzeżenie, że to, czy cel i samo działanie są dobre, czy złe, zależy nieraz od punktu widzenia. W którym momencie (jeśli występuje się w słusznej sprawie i przeciwko złu) staje się złem działanie na niekorzyść wroga? Skąd pewność, że z kolidujących ze sobą celów albo korzyści jedne są obiektywnie dobre, a drugie złe: i jak tę obiektywność rozpoznać, jeżeli w ogóle istnieje? Odwieczne to kwestie i często nie do rozwiązania! Albo czy na przykład czary dla pozyskania miłości uznać można za coś najlepszego pod słońcem, czy też za ruję, sprośność i porubstwo, zależnie od podejścia?


   Już choćby z tej prostej przyczyny widać, jak sztuczne jest rozróżnianie Czarnej od Białej Magii, nie mające większego sensu poza tym, jaki upatruje w nim chrześcijaństwo: a raczej ten czy inny jego autorytet lub instytucja.
Nie mieści się również w tym podziale bardzo popularna niegdyś magia w stylu arabskim, posługująca się dżinami, które bywają czasem dobre lub złe, ale na ogół (podobnie jak ludzie) nie do końca i raczej dwuznaczne.

 

 



Można jeszcze spojrzeć na to rozróżnienie z punktu widzenia księgi rytuałów i zaklęć.
Podręczniki takie zwane są grimuarami, w sztucznej łacinie grimorium (a naprawde z francuskiego grimoire, będącego starym przekręceniem wyrazu gramaire, czyli- gramatyka). Rzadko wydawane i nadzwyczaj trudno dostępne, większości amatorów znane są tylko ze słyszenia, a ich podstawowe, największym rozgłosem cieszące się teksty istnieją głównie jako rękopisy, starannie przechowywane w takich miejscach jak Biblitheque Nationale w Paryżu i British Museum w Londynie. Na ogół nie wydano ich do dzisiaj, lub wydano tylko w niezbyt użytecznych fragmentach czy opracowaniach. Z jednej strony duże zbieżności między nimi, z drugiej zaś istotne różnice między wariantami tegoż dzieła utrwalonymi w rozmaitych rękopisach lub wydaniach, pozwalają się domyślać, że wszystkie korzystały w mniejszym lub większym stopniu z tych samych źródeł. Czy wywodzących się aż z czasów biblijnych albo jeszcze dawniejszych, z Babilonu, Asyrii lub Chaldei? Wielu badaczy i praktyków magii tak uważa.


   Ksiąg takich jest kilkanaście, ale cztery czy pięć należy wymienić jako podstawowy kanon tego gatunku.
Najsłynniejsza z nich i może najstarsza to Klucz Salomona, przypisywany biblijnemu władcy, słynącemu w tradycji żydowskiej i arabskiej jako największy z magów. Dziełko to zachowało się w XVI- wiecznej kopii łacińskiego przekładu z nieznanej wersji hebrajskiej i zostało w 1559 roku zakazane decyzją św. Inkwizycji jako zgubne i niebezpieczne. Większość istniejących wersji w różnych językach, przeważnie francuskim albo łacińskim, pochodzi z XVII w. Ale grecka wersja w British Museum może pochodzić nawet z XII lub XIII w. Wzmianka zaś u Józefa Flawiusza już w I wieku potwierdza istnienie jakiejś księgi zaklęć do wywoływania złych duchów, które przypisuje się Salomonowi. Jakkolwiek więc autentyzm i starożytność Klucza Salomona są dyskusyjne, jego pradawna geneza z pewnością jest legendarna.


   Uzupełnia go w istotny sposób Lemegeton (tytuł o niewiadomym znaczeniu i pochodzeniu) zwany też Mniejszym kluczem Salomona. Dzieło to potwierdzone jest i wykorzystywane u paru autorów już na przełomie XV i XVI w.
Częściej wątpi się o autentyczności drugiego uzupełnienia, znanego jako Testament Salomona i będącego głównie wyliczeniem duchów. Jego przekłady niemiecki, angielski i rosyjski ukazały się pod koniec XIX w. Ale istnieją w paru greckich klasztorach jego greckie rękopisy datowane mniej więcej od II do IV wieku.

   Nie byle jaki zamęt wynika stąd, że pod tym samym tytułem Klucz Salomona albo podobnymi wydano też, głównie w celach spekulacyjnych, inne publikacje, nie mające z nim wiele wspólnego. To samo zresztą dotyczy XIX- wiecznych falsyfikatów obficie produkowanych pod kłamliwymi tytułami Grimorium Honoriusza lub Tajemnice Alberta Wielkiego, o których mówię poniżej. Podobnie bezwartościowe są na ogół inne księgarskie mistyfikacje pod tytułami w rodzaju Szósta księga Mojżesza, Necronomikon, Księga Sybilli, jakkolwiek ich wydania, treść i oddziaływanie też zasługują na bliższe omówienie przy innej okazji. Do tej samej kategorii należy głośny od ćwierć wieku Anton Szandor LaVey ze swym Kościołem Szatana, którego nie należy lekceważyć: ale jego dwie kultowe książki The Satanic Bible(1969, Biblia Szatana) i Satanic Rituals (1972, Rytuały szatańskie) są po prostu maniackim zlepkiem wielojęzycznych tekstów ni w pięć ni w dziewięć, naiwnie zgranych byle jak i byle skąd, autentycznych i zmyślonych, nie sprawdzonych i poprzekręcanych.

Ale pora wrócić do autentyków
Spośród nich największą bodaj sławą i powagą cieszy się Grimorium verum, czyli Prawdziwe, jakoby przełożone z hebrajskiego na francuski. Wydał je rzekomo Egipcjanin Alibeck w Memphis w 1517r., lecz jest to raczej data zmyślona w celach asekuracyjnych, a książka napisana po francusku w XVIII wieku i ewidentnie oparta na Kluczu Salomona. Następne wydanie francuskie i dwa bardziej kompletne włoskie pochodzą z XIX w., a wszystkie zaliczają się do białych kruków, niezwykle rzadkich i kosztownych. Księga ta, otaczana zabobonną grozą przez Kościół, uważana bywa za osobiste dzieło Szatana, podobnie jak Biblia ma być własnym utworem Pana Boga. Do zalet Grimorium prawdziwego należy przeznaczenie dla adeptów nic nie umiejących, toteż każda czynność wyjaśniona jest może niezbyt szczegółowo, ale od samego początku. Jego układ stał się wzorem dla większości tych podręczników: omawia się kolejno procedury oczyszczające, przygotowania, sporządzanie kręgu magicznego, talizmanów i różnych przyborów do wywoływania, następnie podane są wzory tekstów do wypisywania i zaklęć do wygłaszania, przebieg czynności magicznych i praktyki na różne okazje. Nie brak też wyliczenia duchów oraz ich właściwości, chociaż Lemegeton i niektóre z późniejszych grimuarów przynoszą więcej informacji pod tym względem, jak i na temat obliczania właściwego czasu działań magicznych, itd.


   Wiele nieporozumień nagromadziło się wokół Grimorium Honoriusza Wielkiego, które ukazało się w Rzymie w 1670r., chyba przełożone z łaciny.
Pogląd, jakoby dzieło to napisał w XII wieku papież Honoriusz III, odrzucany jest przez wielu autorów katolickich jako fałsz i potwarz. Jednakże lektura samego tekstu nie skłania do takiej pewności.
rozpoczyna go (nie wiadomo, czy autentyczna, lecz całkiem sensownie brzmiąca) bulla papieska, w której Honoriusz III jakoby stwierdza, że przekazuje tę wiedzę księżom, aby wiedzieli, jak radzić sobie z diabłami. Szczególny nacisk położony jest na niezwykle trudną i długotrwałą procedurę oczyszczenia, w dalszym ciągu zaś rytuały, teksty błogosławieństw i zaklęć oraz kręgi magiczne i pentakle są tak pełne motywów niemal wyłącznie chrześcijańskich, że trudno sobie wyobrazić, aby to nie kapłan adresował do użytku innych kapłanów. Inna sprawa, czy autorem był rzeczywiście ten papież, czy inny ksiądz, najprawdopodobniej z XVI wieku.

   A oto jeszcze kilka innych mniej znanych grimuarów.
Słynny teolog i awanturnik, lekarz, prawnik i filozof Agrippa von Netesheim (1486-1535) zalicza się do wielkiej tradycji magicznej głównie ze względu na swe kabalistyczno - mistyczne dzieło w III księgach De occulta philosophia. Po jego śmierci powiększono je o IV księgę, będącą grimuarem; jego uczeń i sławny demonolog Johan Weyer uznał tę księgę za fałszerstwo. Suplement do niej jest Heptameron czyli Żywioły magiczne; zmarły w 1316 roku Pietro d'Abano ma być autorem tego grimuaru, faktycznie napisanego chyba w XVI wieku. Łaciński Arbatel magii ukazał się w 1575r. w Bazylei. Francuski Grand Grimoire (Wielki Grimuar) i jego angielska wersja Red Dragon (Czerwony Smok) pochodzą zapewne z XVIII wieku. W roku 1750 ukazała się francuska wersja Klucza Salomona pod nazwą Prawdziwa Czarna Magia czyli Tajemnica tajemnic Wreszcie chyba z końca XVIII wieku pochodzi The Black Pullet (Czarny Kurczak) wydany rzekomo w 1740 roku w Egipcie.


   I to bodajże koniec grimuarów.W ich wyliczeniu pojawia się jeszcze jedno dzieło nadzwyczaj głośne i często wydawane: Tajrmnice Alberta Wielkiego. Jego autorstwu zaprzecza się dużo mniej niżeli w przypadku Honoriusza. Filozof, teolog i przyrodnik z XIII wieku, dominikanin Albert hrabia von Bollstadt, zwany Albertus Magnus, biskup Regensburga i nauczyciel św. Tomasza z Akwinu, położył olbrzymie zasługi dla rozwoju myśli i nauki europejskiej. Przypisywanie mu tajemnice należą do klasycznych podręczników magii, Ale której z dwóch wymienionych?


   Większa część jego dzieła traktuje o magicznych właściwościach kamieni, roślin i zwierząt; opisuje różne zjawiska w kontekście magicznym; skupia się na wyliczeniach czasu i relacji astrologicznych, Czy jest to w ogóle grimuar?
Powaga oraz nie kwestionowana religijność Alberta Wielkiego sprawiły, że wszystko, co się na jego dziele opiera, zaliczane bywa tym samym do Białej Magii. Natomiast użytkownicy grimuarów "Prawdziwego" i "Honoriusza" kwalifikują się niemal automatycznie do potępianych przez Kościół adeptów Czarnej Magii.

   Pośród wątpliwych i nie zawsze jasnych rozróżnień możliwe jest i takie. Oczywiście tym dobitniej podkreśla to umowny charakter całego podziału.Z rozważań o czarnej i białej magii wynika pierwszy wniosek, dość prosty i oczywisty, którego jednak daremnie byśmy szukali w większości dostępnych publikacji. Bez względu na to, czy są one bardzo poważne i specjalistyczne, czy mają charakter popularny

   Do kogo zwracają się zabiegi magiczne?
Można powiedzieć, że do bezosobowych sił natury. Kiedy np. szaman bije w bęben, aby wywołać grzmot, w czynności tej chodzi po prostu o metaforyczne pokrewieństwo huczących odgłosów i naiwne- może zresztą nie do końca naiwne?- domniemanie, że huk bębna może obudzić podobne zjawiska w naturze. Albo kiedy ma się jęczmień na oku i medycyna ludowa doradza pozbycie się go przez rzucenie w tył trzech ziarenek jęczmienia za lewe ramię.

   Gdyż nie musi to być aż tak humorystycznie naiwne, jak mogłoby się wydawać. Przynajmniej nie na 100% i nie w każdym wypadku. Wrócimy do tego, nadzwyczaj ciekawego zagadnienia, gdy przyjdzie czas na zajęcie się teorią koincydencji, której odkrywcą i prekursorem był w szczególności znakomity austriacki biolog Paul Krammerer (1880-1962) w swoim dziele Prawo serii.
Na razie wystarczy odnotować, że chodzi tu o nadzwyczaj popularną zwłaszcza w wierzeniach ludowych magię opartą na analogii, którą jeszcze nieraz się będziemy zajmować. Jej elementów nie brakuje także w czarnej i białej magii. A jest dla niej charakterystyczne, że na ogół- chociaż i od tej reguły zdarzają się wyjątki- nie odwołuje się ona do istot nadprzyrodzonych.
Jednakże najważniejsza część magii całkiem wyraźnie skierowana jest właśnie do takich istot.

   Cóż to za nadprzyrodzone istoty?
Zwykle kojarzy się z nimi duchy. Złe czy dobre. Do wyobraźni oczywiście bardziej przemawiają złe duchy, częściej zwane demonami lub diabłami. Choćby dlatego, że nie troszczą się one zbytnio o jakość moralną tego, z czym zwraca się do nich amator lub adept magii. Natomiast dobre duchy, najłatwiej (choć wcale niekoniecznie) kojarzące się z aniołami, nie są tak ślepo usłużne! Poza tym zniechęca do nich ten bezmiar ckliwości i niegustownej tandety, jaką od wieków Kościół roztacza wokół swych wyobrażeń o aniołach i karmi nią swoich wiernych, przyzwyczaja do niej, stwarzając wrażenie mdłej i słodkawej lichoty z dewocyjnych obrazków, przeciw której w normalnych ludziach buntuje się po prostu dobry gust i poczucie smaku.


Jednakże ani diabły, ani też anioły nie są winne tego, że w ich wyobrażaniu komuś brakuje gustu i rozsądku.
Ale oprócz duchów, złych czy dobrych, w magii występuje też inna postać. Ważniejsza od nich, mimo że tak łatwo się o niej zapomina. Ta postacią jest Bóg.
Oczywiście znów nie taki z pobożnych obrazków, z wyobrażeń głupiego katechety i z kazania dla otępiałych babek kościelnych. Na pewno też nie przywiązany do schematów, do frazeologii, do nawyków którejś pojedynczej religii. Bóg to sprawa o wiele za poważna na to, aby można go było w ten sposób ograniczać.
My też nie znamy o nim całej prawdy.
Możemy jednak dokładać starań, aby ujrzeć go z rozmaitych stron. W różnych ujęciach.

   Zacznijmy więc od Boga w ujęciu Żydowskim. W tej kolejności nie ma nic dziwnego. Jest przecież faktem nie podlegającym dyskusji, że pojęcie jedynego Boga odkryli i przynieśli światu Żydzi. A później w naszych rozważaniach przyjdzie czas na rozmaite inne ujęcia Boga; nie w jakimś ogromnym zakresie, ale przynajmniej w takim, w jakim będzie on się pojawiał w naszym temacie magii.

   A więc pierwsze pytanie: jak nazywa się Bóg żydowski?
Co zajrzeć do jakiegoś pisma lub książki, okazuje się, że Jahwe albo Jehowa. Tymczasem jest to pół prawdy albo cała nieprawda.
Gdzie mamy szukać imienia żydowskiego Boga? W źródłach żydowskich. To dla każdego chyba oczywiste. Z tych źródeł pierwszym i najważniejszym jest Pismo Święte czyli Biblia, czyli Stary Testament. Pisane oczywiście po hebrajsku. A po hebrajsku pisze się oczywiści alfabetem hebrajskim. Ten zaś (podobnie jak kilka innych alfabetów semickich z arabskim na czele) zapisuje, o czym już wiemy, wyłącznie (albo prawie wyłącznie) spółgłoski. Nie odróżnia też dużych i małych liter. Efekt jest taki , jak gdyby pytanie: Jak nazywa się Bóg żydowski? napisać w formie: JK NZW S BG ŻDWSK.

   Dodam tylko, że w językach semickich (inaczej niż np. w polskim i wszystkich europejskich) znaczenie wyrazu mieści się głównie w spółgłoskach, a gramatyka i słowotwórstwo w przeplatających się z nimi samogłoskach. Inaczej mówiąc: pisanie samych spółgłosek może zmieniać głównie formę gramatyczną, lecz nie podstawowe znaczenie. Nie grozi więc efekt, jaki byłby nieunikniony w polskim, gdzie z wyrazu napisanego RK nie dałoby się odczytać, czy jest to RAK, ROK, RYK, ARAK, IRAK, IRKA, ARKA, UROK, REK, RĄK czy RĘKA. Więc mimo niewygody tekst hebrajski czyta się na ogół jednoznacznie.
Trzeba tylko dobrze znać język.


   Żeby jednak nie polegać do końca na zawodnych umiejętnościach czytającego, Żydzi wprowadzili około 800r. system tzw. wokalizacji, w którym samogłoski (oraz inne szczegóły wymowy) zapisuje się pod literami, nad nimi lub w nich za pomocą dodanych, malutkich kropek, kresek lub innych znaczków. Nazywa się to nekudot i umożliwia czytanie całkiem dokładnie. Dodatkową pomoc stanowią gdzieniegdzie matres lectionis, tzn. litery spółgłoskowe nie czytane jako spółgłoski, tylko sygnalizujące obecność takiej czy innej samogłoski.


Bez tych wyjaśnienie dałoby się zrozumieć, jako to jest naprawdę z tym żydowskim imieniem Boga.

   Otóż jest ono pisane w formie hebrajskich liter JHWH. Co wymawia się Jod-He-Waw-He.
Nazywa się to tetragramaton "czteroliterowiec". Po hebrajsku Szem ha-Meforasz "Imię Wyłożone", które to określenie też bywa używane w kabale jako imię Boga.
Nie wiadomo, jak to JHWH było wymawiane ! Bo starożytni Żydzi nadzwyczaj serio traktowali Drugie Przykazanie" Lo tisza et-szem JHWH Elohejcha laszawe, co się tłumaczy: "Nie nadużywaj imienia Pana Boga twojego". Ich olbrzymi szacunek dla Boga powodował, że imienia JHWH w ogóle nie wymawiano! A wymowę jego znał tylko arcykapłan Świątyni w Jerozolimie, który dopiero przed śmiercią przekazywał ją na ucho swemu następcy: i to w najgłębszym sanktuarium Świątyni, bez świadków, szeptem i do tego przy zagłuszającym zgiełku instrumentów muzycznych. Żeby nikt nie podsłuchał.


   Aż wydarzyło się, że w krwawych zamieszkach II stulecia n.e. urzędujący arcykapłan zginął, nim zdążył to imię przekazać dalej. Od tej pory nikt nie wie, jak wymawiać tetragramaton JHWH.W głośnej lekturze Pisma Świętego i w modlitwach zastępuje się go innymi imionami Boga, zwykle Adonaj, co dosłownie znaczy "moi Panowie" i bywa używane również w takim znaczeniu, choć jako imię Boga znaczy po prostu "Pan". W mniej uroczystych zaś sytuacjach mówi się ha-Szem "Imię", używa się także skrzyżowanego z nich wyrazu Adoszem itd. Ale i to bardzo powściągliwie! Bo dla Żyda jest nie do pomyślenia tak beztroskie wycieranie sobie gęby imieniem Bożym, jak to czynią chrześcijanie, wykrzykujący przy byle okazji: o Boże! jak Boga kocham! broń Boże! itp.


   Żyd odbiera to jako bluźnierstwo.
Natomiast "Jahwe" i "Jehowa" to nie są w ogóle formy żydowskie (jakkolwiek wymawianie ich, ze względu na intencje, i tak pozostaje gorszącym i nidopuszczalnym chamstwem). Skąd się wzięły te formy? Po prostu do tetragramatonu JHWH zaczęto dopisywać nekudot z innego wyrazu: właśnie Adonaj, pisane tam dla przypomnienia, że takim wyrazem zastępuje się w głośnym czytaniu prawdziwe imię Boga. I kiedy po wiekach badacze chrześcijańscy wreszcie zaczęli dukać po hebrajsku i łamać sobie głowę nad oryginałem Biblii, popełnił kilka ignoranckich błędów, wstawiając do spółgłosek JHWH źle odczytane samogłoski z wyrazu Adonaj: i tak powstał "Jehowa".

   Kiedy później zorientowano się w rozmiarach strzelonego byka, zaczęto kombinować: jaki samogłoski mogły tam być naprawdę? W drodze zawiłych dociekań filozoficznych wymyślono, że chyba "Jahwe". Rzeczywiści że kilku różnych pomysłów i hipotez ta rekonstrukcja wydaje się najbardziej prawdopodobna.


   Jednak ani pewna, ani jedyna. Są też inne, np. "Joha" i "Jewe", chociaż te akurat niezbyt przekonujące.
Z początku zresztą nie wiedziano, co począć z tym końcowym H, więc pisano "Jehowah" i "Jahweh". Takie dziwaczne formy do dzisiaj pokutują w przekładach Biblii lub innych publikacji. Wreszcie połapano się, że końcowe H to wspomniane już mater lectionis: litera spółgłoskowa, lecz nie spółgłoska, tylko sygnał że na końcu imienia wymawiano jakąś samogłoskę. Jaką? Może długie E. Ale i to również pozostaje niepewne.

   Znaczenie etymologiczne imienia JHWH pozostaje dyskusyjne. Można się co najwyżej domyślać znaczeń: Będący, Tchnący, Powołujący do istnienia. A może "Jestem, który jestem" (Księga Wyjścia 3, 14). Lecz ta ostatnia formuła, jakkolwiek rozpowszechniona przez chrześcijańskie tłumaczenia Biblii, jest bardzo nieścisła. W oryginale brzmi ona: Ehje aszer ehje . Natura języka hebrajskiego nie pozwala dokładnie przełożyć tego zdania, którym (w odpowiedzi na pytanie Mojżesza) Bóg sam się określił; ale gdyby się ktoś uparł, należałoby je wyrazić sztucznym i skomplikowanym zwrotem w rodzaju "Będę stającym się jako ten, który będzie się stawał" itp. To imię boskiego jestestwa, które użycza istnienia wszystkim rzeczom, Żydzi wolą pozostawiać jako nieprzetłumaczalne w formie Ehje Aszer-Ehje lub w skróconej Ehje, będącej pierwszym z dziesięciu kabalistycznych imion Boga. W każdym razie JHWH to Bóg jedyny, nawet jeśli mówi się o nim także w liczbie mnogiej Elohim.


   Kiedy powiada o sobie: "Uczyńmy człowieka na obraz nasz", (Księga Rodzaju 1, 26), "my" oznacza pluralis maiestatis. Dla Izraelitów był "panem zastępów" JHWH Cewaot (w chrześcijańskich tłumaczeniach przekręcone w Sabaoth) i samo Cewaot również bywa jego imieniem. W Księdze Samuela 17, 45 cewaot to ziemskie zastępy wojska, lecz gdzie indziej można przez to rozumieć aniołów albo gwiazdy. Inne wersje Boskiego imienia to powszechnie semickie El, pochodne od niego Eloah jako liczba pojedyncza od Elohim, Jah będące zapewne skrótem od JHWH i wreszcie Szadaj "Który (powiedział) Dość" wodom, chcącym pochłonąć całą ziemię, w rozumieniu "Potężny" i "Wszechmogący", może nawet "Niszczący". U proroków JHEH jawi się jako "bohater" i "wojownik", a miecz w jego dłoni to symbol Sądu. Lecz nie wolno przedstawić go w firmie obrazowej.


   Trzeba dodać, że wyraz Elohim pojawia się też w znaczeniu "obcy bogowie, bożki" i wskazuje na to, że pierwotnie mogło tu właściwie chodzić o "bóstwa domowe, duchy przodków" i stąd ukształtowało się wreszcie znaczenie "osobisty Bóg każdego człowieka". W tradycji bowiem rabinackiej JHWH to Bóg nade wszystko miłosierny, natomiast Elohim sprawiedliwy. W pierwszym z tych aspektów wyraża się miłość do człowieka i serdeczne, nawet wyrozumiałe wychodzenie mu naprzeciw, w drugim zaś aspekcie podkreśla się, że Bóg może również być surowy, gniewny i bezlitosny.

   We wszystkich zaś aspektach żydowski Bóg tym się pięknie różni od każdego innego, że człowiekowi wolno z nim dochodzić swojej słuszności, spierać się i dyskutować. Oczywiście bez chamskiego spoufalania się, tylko z pełnią czci, pokory i w bojaźni Bożej. Zresztą spór taki prowadzi nieraz do tym lepszego uświadomienia sobie, że Bóg jednak miał słuszność i dlaczego. Z wielu przykładów przypomnijmy sobie, jak Lot targował się z Bogiem o to, dla ilu sprawiedliwych powinny ocaleć Sodoma i Gomora. Albo jak modląc się w ogrodzie Getsemane Jezus, jako prawdziwy Żyd, mówił do Boga: "Ojcze mój, jeżeli można, niech mnie ten kielich ominie... Ale nie według mojej woli, tylko twojej". Najsłynniejszy zaś przykład znajdujemy w XVII-wiecznej księdze Majse Buch, gdzie Rabi Elizer w dyspucie poprosił o znak Boga, kto ma rację, i słuszność jego zdania potwierdziły najpierw pochylające się ściany, a potem drzewo, które przesunęło się o dziesięć łokci. Lecz inaczej się na to zapatrujący Rabi Jehoszua oznajmił, że w tej sprawie nawet Bóg nie ma nic do gadania, gdyż Pismo powiada: "Kiedy mędrcy spierają się o znaczenie przepisu religijnego, o słuszności rozstrzyga zwykła większość głosów". A Bóg śmiejąc się radośnie zawołał: "Zwyciężyły mnie moje dzieci"


   Nie wolno o tym zapominać, gdy słyszymy zbyt lekko powtarzany przez wielu frazes, że "bez względu na religię Bóg jest dla wszystkich ten sam". Raczej na odwrót! Skądże mamy wiedzieć, jaki on jest? Na pewno jednak niepojęty! I nie ulega wątpliwości, że w różnych religiach widzi się go inaczej i w dość rozmaitych aspektach.
Ale można je łączyć.
Choćby dla wzbogacenia tego, co rozumiemy. I zapewne w magii ta postawa będzie najwłaściwsza.
Można by jeszcze wyliczyć sporo epitetów Boga żydowskiego, takich jak El Eljon "Bóg NAjwyższy", ha-Makom "Miejsce" obecności Bożej, Kedosz Jisrael "Święty Izraela", Abir Jaakow "Bojownik Jakuba", aramejskie Atik Jomin "Stary (Bóg ostatnich) Dni" itd. oraz tradycyjne 99 określających go przymiotników.
Ale to już są, ściśle biorąc, jego imiona.


   Od czasów hellenistycznych imię Adonaj stało się częste w użyciu nie tylko żydowskim. Zwłaszcza w magii, w księgach czarodziejskich i na amultach. A gdy powstała masoneria, słowo to rozpowszechniło się w jej rytuale jako rozpoznawcze, fałszywa zaś forma Jehowa używana jest jako symbol "niewyrażalnego imienia" Boga. Przejęła ją też sekta Badaczy Pisma Świętego, znana jako Świadkowie Jehowy. I wreszcie w sztuce chrześcijańskiej cztery po hebrajsku pisane litery JHWH oznaczają Boga wszechmogącego.

   Tak czy owak pewne jest, że spośród imion tych żadnego nie należy pochopnie pisać ani wymawiać. Choćby i w formie przekręconej. Lepiej tradycyjnie powiedzieć: Pan. Gdyż to znaczy (także i w codziennym użyciu) wyraz Adon, rozszerzony tu o tzw. przyrostek dzierżawczy aj "moi". Wszelki zaś "Jehowa" czy "Jahwe" to dla niektórych i tak bluźnierstwo; dla innych łamanie drugiego z przykazań Boskich; co najmniej zaś urażanie żydowskich uczuć religijnych oraz manifestacja ciemnoty i złego gustu.

Czytany 103 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.