O mnie

wróżkaJestem wróżką
i jedną z nielicznych szeptunek zamieszkujących Polskę. Głównie zajmuje się zielarstwem, rytuałami, tarotem i kabałą. Ponadto czynnie udzielam się jako ekspert na portalu wieszjak.pl. Tutaj możesz obejrzeć moją wizytówkę zamieszczoną w wyżej wymienionym serwisie, a w dziale "artykuły" można znaleźć odnośniki do moich artykułów zamieszczonych na wyżej wymienionej stronie. Pozostałe artykuły można przeczytać na okulta.pl. Do niedawna tworzyłam horoskopy dla WP. Obecnie pisze artykuły dla wieszjak.pl zaś horoskopy można przeczytać na portalach
uroda-wdziek.pl i slim-line.pl.


The Order of Phosphorus

Przybliżmy Tarota

 

Pierwsze wzmianki o tarocie pochodzą z przełomu XIV i XV wieku, tj. z czasów, kiedy znano już zwyczajne karty do gry zwane naib. Ich pierwowzorem była – jak można domniemywać – indyjska talia kart gandżifa złożona z 10 kolorów podzielonych na blotki oraz karty figuralne przedstawiające hinduskie bóstwa. W Persji liczbę „dworów” zredukowano do czterech, karty zaś nazwano kandżifah. Od Persów zamiłowanie do karcianego hazardu przejęli Arabowie, którzy nadali kartom nazwę na’ib. Oni też z kolei zarazili „karcianym wirusem” Europejczyków.


Musiało to nastąpić w latach trzydziestych XIV stulecia, około bowiem 1341 roku anonimowy autor francuskiego poematu Renard le Contrefait wspomina kartach do gry nazywanych naippe i zastanawia się ludzie ulegają ich zgubnemu czarowi. W 1367 roku władze Brna zabroniły mieszkańcom grodu grać kartami naib. Dwanaście lat później, tj. w 1378 roku, karty zwane naypes, nahipu, naibi, naip podbiły serca Francuzów, Włochów, Szwajcarów, Hiszpanów i Niemców. Pod koniec XIV wieku barbanccy kupcy założyli szereg manufaktur masowo produkujących talie naib. W odróżnieniu do kart malowanych ręcznie i będących własnością szlachetnie urodzonych bogaczy, posiadały one ujednolicony wzór ikonograficzny, który w XV wieku niczym prawie nie różnił się do Małych Wtajemniczeń tarota marsylskiego. Fakt ten potwierdzają przeprowadzone pod Mediolanem archeologiczne badania, w których trakcie wydobyto spod ziemi kilkadziesiąt kart naib datowanych na drugą połowę XV stulecia.


Talia naib składała się z 36, 48, a częściej z 52 kart podzielonych na cztery „dwory”. W Niemczech sygnowały je dzwonki, żołędzie, puchary i pałki, we Francji i Flandrii - kara, kiery, trefle i piki, we Włoszech i Hiszpanii – buławy, kielichy, miecze ( bądź włócznie ) oraz monety. Nie występowały w niej alegoryczne karty, typowe dla tarota. Tarot pojawił się później, gdzieś między 1392 a 1430 rokiem ( talia namalowana we Francji przez Jacqemina Gringonneura, talia Bonifacia Bemby, nadwornego malarza mediolańskich książąt z rodu Sforzów ). Grywano nim w hazardową grę zwaną triumphi, trionfi, ronfą, a potem tarocchi lub ( w liczbie pojedynczej ) tarocco. Dość szybko zaczęto używać także do celów wróżebnych.


„Pewnego razu – pisze o tym Girolamo Bargagli w wydanej w 1572 książce Dialogo da Giuochi – widziałem mężczyzn zabawiających się grą w tarocco. Każdy z jej uczestników wylosował z talii jedną kartę i przybierał imię tej karty, po czym głośno wyjaśniano przyczyny dla których każdy z graczy był reprezentowany przez tę kartę, którą wylosował. Tym, który to wyjaśniał był człowiek rozdający karty, wielce obznajomiony z ich znaczeniami”.


Podobne igraszki uprawiano sto lat wcześniej na dworze mediolańskich książąt. Polegały one na losowaniu kart i układaniu na ich podstawie rymowanych historyjek o tematyce miłosnej, bohaterskiej lub moralnej. Zabawę tę uwielbiał Leonardo da Vinci, częsty gość pałacu Sforzów (zainspirowała go ona do napisania słynnych Bajek ). Z obyczajem tym zetknął się również Merlini Cocai ( 1491 – 1544 ), autor sonetów o tarotowej symbolice. Najciekawszy z nich to sonet piąty, będący wróżbą którą ogłasza królowej zakochany w niej bez wzajemności Limerno. Sonet ten jest zarazem pierwszą, znaną próbą wyjaśnienia sekwencji Wielkich Wtajemniczeń.


Cocai widział w tych arkanach personifikację cnót i szlachetnych przymiotów charakteru. Odmiennego zdania był wenecki poeta Pietro Aretino, który w 1510 roku w jednej ze swych satyr ochrzcił tarota mianem „mówiących kart” i oznajmiał, że zdobiące jego karty symbole są źródłem złowrogich mocy. Miecze – dowodził – przyciągają mord i zbrodnię, kielichy sprawiają, że gracze popadają w pijaństwo, buławy przynoszą rozterki duszy, monety wzmacniają chciwość skąpców, karta Papieża sygnalizuje, że hazardzista całkowicie zaprzedał się grze, Cesarz – że uwikłał się w sidła „tyrana” ( tj. własnych pożądliwości ), giermkowie zaś i rycerze wyobrażają pyszałków, pochlebców i łotrów, w jakich przemieniają się wszyscy, którzy kochają karty tarota. Natomiast wedle żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku niemieckiego pisarza Jacoba Cammerlandera stanowiły one system wiążący ich numeryczne wartości z mistycznymi wydarzeniami lub pryncypiami religii chrześcijańskiej. I tak, na przykład, piątka kielichów miała uosabiać pięć ksiąg mojżeszowych, czwórka – czterech ewangelistów, trójka mieczy – trzy krzyże Kalwarii, dwójka kielichów – dwie tablice przykazań itp.


W wiekach XV i XVI większość twórców tarotów albo wzorowała się na tarocie Bonifacia Bemby ( malarz ten stworzył kilkanaście talii kart ), albo tworzyła ich własne odmiany ( tarot Goldschmidta, d’Este, Rothschilda, Sola-Busca, Catelina Geofreya i inne ). Ostatnią taką próbę podjął w 1610 roku anonimowy twórca tarota paryskiego. Jego tarot uznać trzeba za ogniwo pośrednie między tarotową ikonografią okresu średniowiecza i renesansu a uformowanym w połowie XVII stulecia kanonem tarota marsylskiego. Pierwszą wersję tego tarota wydał latach 1643-1664 paryski producent kart Jacques Vievill. W ślady Vievilla poszli inni producenci karcianych obrazków: Jean Noblet (1659), Francois Chosson ( 1672 ), Pierre Madenie (1709 ), Francois Heri ( 1718 ), Charles Thomasset ( 1731 ), Jean Pierre Payen (1735), C. Burdel ( 1751 ), Besacon – ( 1760 ), N. Conver ( 1760 ), C. Madigne ( 1777 ), A. Paiche ( 1780 ). Dzięki nim tarot ten stał się archetypowym wzorcem wszystkich, późniejszych tarotów.


Ikony talii tarota marsylskiego nosiły w sobie piętno astrologicznej, alchemicznej i kabalistycznej symboliki. Zauroczony jej sekretnością francuski okultysta Antoine Court de Gebelin (1725-1784) uznał że symbole te wywodzą się z egipskich hieroglifów, sam zaś tarot jest obrazkową księgą ezoterycznej wiedzy ułożoną przez boga Totha.

„Wyobraźmy sobie ogarniające nas zdumienie – pisał - kiedy niezawodnie przekonujemy się, iż ta księga starożytnych Egipcjan wciąż istnieje w naszych czasach; ta jedyna w świecie księga uratowana z płomieni, które strawiły najwspanialsze biblioteki Egiptu, zawierająca ich wierzenia i tysiące tak bardzo interesujących rzeczy [...]. Ta egipska księga – powtarzam – jest wszystkim, co ocalało [...]. Złożona jest z 77 względnie z 78 kart lub obrazków podzielonych na pięć części [...]. Świat zna tę księgę jako grę w tarota”.


Court de Gebelin wywiódł nazwę „tarot” z dwóch, staroegipskich jakoby słów: tar – król, oraz ro, ros, roq – droga. On pierwszy też skojarzył 22 arkana Wielkich Wtajemniczeń z 22 literami hebrajskiego alfabetu. Analogia ta dowodziła, jak mniemał, że prawzorem tarota była Księga Bożych Tajemnic, którą – według kabalistycznych legend – otrzymał Adam w raju z rąk archanioła Raziela, a która składała się z 72 obrazów i jednego diagramu prezentującego Boską Istotę.


Idee te rozwinął i sprzągł z arkanami magii operatywnej Eliphas Levi (1810-1875), autor wielu poczytnych książek o okultystycznej kabale i hermetyzmie. Levi nie tylko zebrał wszystko, co dotąd napisano w tarocie, ale i również uczynił zeń podstawę swego magicznego systemu. Dzieło to kontynuowali po jego śmierci Stanislaus de Guaita (1861-1897), Oswald Wirth (1860-1943), Papus (1865-1916) i inni okultyści, upatrujący w Levim odnowiciela tradycji dawnych „nauk tajemnych”.


W drugiej połowie XIX wieku do grona tego dołączył angielski okultysta MacGregor Mathers (1854-1918), założyciel bractwa o nazwie Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. W kartach tarota Mathers widział symbole etapów, przez które winien przejść adept „wysokiej magii”. Idea ta znalazła praktyczne odbicie w inicjacyjnych rytach i wtajemniczeniach Zakonu. Jednym z najważniejszych elementów tych rytuałów był cykl medytacji nad kartami tarota, wizualizacji pojawiających się w umyśle obrazów i korelacji przeżytych doznań z poszczególnymi fragmentami diagramu wyobrażającego kabalistyczne Drzewo Życia.

Amerykańskiemu odgałęzieniu Złotego Brzasku przewodził Artur Edward Waite ( 1857-1942 ), wybitny okultysta, kabalista i znawca dziejów magii, który w 1910 roku opracował wspólnie z Pamelą Colman Smith nową wersję tarota nazywaną „Tarotem Rider-Waite’a”. W tarocie tym miejsce VIII arkanu ( Sprawiedliwość ) zajął arkan XI ( Moc ), zaś geometryczne diagramy widniejące na blotkach Wtajemniczeń Małych zostały zastąpione figuralnymi scenami. Jeszcze dalej w próbach przekształcenia marsylskiego wzorca poszedł inny członek Zakonu Złotego Blasku, Aleister Crowley (1875-1949). Autorką malowideł była Frieda Harris, którą Crowley ponoć hipnotyzował po to, by wszedłszy w trans, lepiej odczuwała przeżyte przezeń wizje. Namalowana w oparciu o jego instrukcje talia „Tarota Totha” całkowicie zrywała z panującym do tej pory obyczajem wzorowania się na dawnych tarotowych wizerunkach. Tą też drogą podążyli wszyscy niemal późniejsi okultyści oraz ich naśladowcy spod znaku New Age. Geneza tarota nie jest znana. W środowiskach okultystycznych panuje przekonanie, że wywodzi się on ze starożytnego Egiptu, skąd dotarł do Europy razem z Cyganami. Jego początków, dowodzą okultyści, szukać trzeba w zagrzebanym w piaskach pustyni sanktuarium wzniesionym w XV wieku przed Chrystusem W świątyni tej egipscy kapłani mieli wtajemniczać uczniów w sekrety magii, astrologii, numerologii, geomancji i alchemii. Pod kierownictwem nauczyciela uczeń wstępował do podziemnej sali, gdzie znajdowały się 22 pilastry ustawione w dwóch rzędach. Na każdym filarze widniał obraz przedstawiający bogów i ich czyny. Uczeń kontemplował malowidło, wnikał w jego ezoteryczną treść, odbywając zarazem mistyczna podróż w zaświaty i zyskując wyższe poznanie prawideł rządzących światem.


W poszukiwaniu rodowodu tarota ezoterycy sięgnęli także do innych, mitycznych wątków, już to przypisując wynalezienie tarotowych arkanów templariuszom, już to dowodząc, iż znali je i używali katarzy, już to przekonując wszystkich, że tarot zawiera w sobie tajemny przekaz ezoterycznego chrześcijaństwa, którego idee dotarły na Brytyjskie Wyspy w I wieku po Chrystusie wraz z Józefem z Arymatei, świętym Graalem i Marią Magdaleną. Wskazywać na to zdają się użyte w tarocie symbole i wizerunki ( np. as kielichów, w którym ezoterycy rozpoznają świętego Graala ).


Opowieści te są równie urokliwe, co zwodnicze. Tarot nie mógł powstać w starożytnym Egipcie, nie mógł dotrzeć do Europy ani z Józefem z Arymatei, ani z Cyganami. Po pierwsze dlatego, że cygańskie tabory pojawiły się w Europie w XIII wieku, znacznie wcześniej nim zamieszono w kronikach pierwszą wzmiankę o kartach naib i o tarocie. Po drugie z tej przyczyny, że Egipcjanie nie stosowali w matematyce zera ( tą zaś liczbową wartością oznakowany jest Głupiec ). Zerem nie operowali także chrześcijańscy gnostycy. Nie znali go nawet pitagorejczycy. Zero wymyślili hindusi na przełomie er, w VII – VIII wieku przejęli je od nich Arabowie, a od Arabów europejscy uczeni. Sęk w tym, że aż do końca XII stulecia używano go w Europie nader rzadko, nauczano o nim tylko w kilku uniwersytetach, a i to potajemnie, ponieważ jego niechrześcijańska proweniencja czyniła ten dział nauki równie podejrzanym, jak alchemia, magia, czy kabała. Również w XIII stuleciu zero znali jedynie nieliczni, wprowadzeni w arkana wyższej matematyki uczeni i bakałarze. Dopiero w XIV wieku, wraz z rozwojem bankowości, stało się ono pojęciem szerzej znanym i stosowanym. Wtedy też wynaleziono karty naib, a potem tarota.


Pochodzenie jego alegorycznych wizerunków frapuje historyków od dawna. Doszukują się oni ich pierwowzoru w ludus triumphorum – w średniowiecznych malowidłach przedstawiających tryumfalne pochody organizowane we włoskich miastach z okazji religijnych i świeckich świąt. Procesje te opisał Franciszek Petrarka w poemacie I Trionphi, poświęcając w nim wiele miejsca prezentacji wystroju wozów, na których ciągnięto posągi wyobrażające muzy, greckich bogów, a także postacie uosabiające Śmierć, Sławę, Starość. Prezentuje je „tarot” Marziano Tortony ( 1370 – 1425 ) wykonany przezeń na zamówienie mediolańskiego księcia Marii Filippo Viscontiego.


W formowaniu się ikonograficznego kanonu Wielkich Wtajemniczeń, dowodzą inni badacze, dużą rolę mogła odegrać, popularna w kręgach włoskiej i francuskiej bohemy artystycznej XV i XVI wieku, ars memoriae ( sztuka pamięci ), której zabiegi koncentrowały się na medytacji nad starannie dobraną serią obrazów ukazujących różne idee o religijnej i filozoficzno-gnostyckiej treści. Medytacja ta miała na celu odciśnięcie w umyśle człowieka czegoś w rodzaju matrycy – określonej struktury alegorycznych wyobrażeń uwidoczniających ukryte prawa kierujące widzialnym i niewidzialnym kosmosem. Zazwyczaj używano do tego od stu do dwustu ( czasami więcej ) ikon ułożonych w logicznym, wyrażającym jakąś treść ciągu. Zabiegom tym mógł służyć, złożony z 50 rycin „tarot” Mantegny zamieszczony w dwóch manuskryptach z 1470 roku, a jak również liczący 96 kart „tarot” Tortony oraz podobna do jego „tarota” piętnastowieczna talia 97 kart zwanych minchiate. O istnieniu tak rozbudowanych „tarotów” wspominają ponadto kroniki, mówiące o taliach uformowanych ze stu lub więcej obrazków.


Obie te hipotezy zakładają, że tarot zrodził się na drodze powolnej ewolucji. Mają one jednak pewną słabość. Najpierw dlatego, że od zarania swych dziejów talia tarota składała się z dwóch, integralnie ze sobą związanych części: 56 zwykłych kart typu naib oraz 22 alegorycznych ikon. Oznacza to, że „tarotów” Mantegny i Tortony oraz kart minchiate nie można mylić z tarotem. Widzieć w nich raczej trzeba tarotopodobny zbiór alegorii pełniący określone funkcje w ars memoriae, lecz nie mający nic wspólnego z hazardową grą. Po wtóre z tej przyczyny, że aczkolwiek nazwa tej gry i kart atutowych tarota ( triumphi, trionfi, ronfa ) wzięła się od ludus triumphorum, dowodzi to tylko tego, iż zadziałało tu prawo analogii. Tak, jak okazałymi i widocznymi były tamte, prezentowane w czasie karnawałowych pochodów przedstawienia, tak również ważnymi i nadrzędnymi w stosunku do 56 kart naib były przebijające je 22 „tronfy” Wielkich Wtajemniczeń – karty „zwycięskie”, „tryumfujące”, godne okazania. Po trzecie wreszcie nic nie wskazuje na to, że tarot ukształtował się w skutek „ewolucyjnych procesów”. Przeciwnie. Jego najstarsze wersje ( tarot Jacqemina Gringonneura, tarot Bonifacia Bemby ) świadczą o tym, że wszedł on na arenę dziejów od razu w gotowej postaci. Zaś fakt, że anonimowy autor wydanego w 1500 roku traktatu Sermones de ludo cum aliis napisał o Głupcu, że „jest albo nigdzie, albo jest wszędzie” potwierdza to, iż tarot był pierwszą talią kart, w której systemie zastosowano matematyczną ideę zera i że nie uczyniono tego przypadkowo.Tarot bowiem, jak słusznie zauważył żyjący w końcu XVIII wieku francuski mag Etteilla, to przede wszystkim system; system oparty na wielopłaszczyznowej strukturze alegorii, numerologicznych symbolach i matematycznych prawidłowościach stosunków liczb 3, 7, 11 i 21. Liczby te stanowią jego arytmozoficzny kościec, zaś przeprowadzone za ich pomocą matematyczne operacje uwidaczniają jego harmonijność i nabierają symbolowego znaczenia:


3 pomnożone przez 7 daje wynik 21 symbolizujący Wielkie Wtajemniczenia ( plus zerowy arkan Głupca ). Z kolei siódemka pomnożona przez jedenastkę owocuje liczbą 77 ( liczba arkanów tarota oraz Głupiec ). Jedenastka, którą mnoży się przez 21 „przekształca się” w 231 - sumę liczbowych wartości Wielkich Wtajemniczeń ( 0+1+2+3 i dalej do 21 ). Także trzy pomnożone przez siedem i przez jedenaście równa się 231. Te same liczby, tj. 3, 7 i 11 dodane do siebie dają sumę 21 będącą „ukrytą” trójką ( bo 2 + 1 = 3 ). Ponadto jeśli podzielimy Wielkie Arkana na dwie części ( po 11 kart w każdej ) i ułożymy według poniższego schematu, przekonamy się, że sumując liczbowe wartości wyższego i dolnego arkanu, zawsze zyskujemy „magiczny” wynik 21.




0 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


21 20 19 18 17 16 15 14 13 12 11





I tak dalej, i temu podobne... Operacji tych można przeprowadzić nieskończenie wiele. W nieskończość też można tasować i wykładać karty, grając nimi i odczytując ich wróżebne oraz ezoteryczne przesłanie. Obłęd? Tak, obłęd. Lecz on to jest najlepszym dowodem, że tarot musiał mieć konkretnego wynalazcę, ponieważ jedynie w umyśle człowieka obłęd taki mógł się zrodzić.


Człowiek ten musiał zetknąć się z kartami naib ( co sugeruje, że stworzył tarota pomiędzy 1341 a 1392 rokiem ). Musiał znać pojęcie zera oraz jego matematyczne właściwości. Musiał fascynować się arytmozofią i kombinatoryką liczb. Musiał dobrze się orientować w popularnych motywach ikonograficznych ( niektóre z nich uwidocznił na Wielkich Arkanach, inne twórczo przeobraził ). Nie wiemy dlaczego dodał do 52 kart naib cztery figury. Zagadką pozostaje, czemu ograniczył ilość alegorycznych wizerunków do 22. Niejasne jest wreszcie czemu wybrał te właśnie, a nie inne alegorie. Wiemy za to, że bez tych trzech składników - Mniejszych Arkanów ( karty naib ), Wtajemniczeń Wielkich ( karty alegoryczne ) i Głupca (arkan zerowy) tarot by nie zaistniał. Nie można byłoby nim grać, wróżyć i czarować. Nie można byłoby używać go do ezoterycznych i magicznych celów. Ponieważ u podstaw genezy tarota leży system wiążący jego arkana w jedną, integralną całość należy zadać pytanie: jaki to system? System zawsze wynika z doktryny, którą wyraża. Dotychczasowe rozważania o pochodzeniu tarota wskazują, że doktryna ta musiała cechować się: 1/ sekretnością ( inaczej nie zaszłaby konieczność kodowania jej w postaci karcianych obrazków ); 2/ związkiem z jakąś żywą, funkcjonującą w drugiej połowie XIV wieku ezoteryczną tradycją ( hipotetyczna data powstania tarota ); 3/ opierała się na prawidłach arytmozofii i numerologii; 4/ posługiwała się językiem alegorycznym, symbolicznym i mitologicznym ( odzwierciedlają go alegoryczne karty Wielkich Wtajemniczeń ); 5/ dysponowała holistyczną wizją uniwersum, uwzględniającą jego harmonię i dynamikę ( tarota można czytać w chronologicznej sekwencji jego kart, tj. od 0 do 21 i dalej do 77, oraz po ich przetasowaniu, wymieszaniu i przełożeniu ); 6/ uwypuklała aktywną rolę człowieka operującego kartami ( dywinacja ), lokując go w centralnym punkcie mikro i makrokosmosu ( jako operatora i sprawcę podjętych działań ).

Spośród kilku ezoterycznych tradycji występujących w ówczesnej Europie, warunki te spełniały tylko dwie. Były nimi alchemia ( hermetyzm ) i kabała.

Alchemia posiadała dwie postaci. Pierwsza, historycznie starsza koncentrowała się na materialnym aspekcie Wielkiego Dzieła – podzielonej na cztery fazy operacji zmierzającej do wyprodukowania kamienia filozoficznego przemieniającego wszystkie metale w złoto. Etapy te nosiły nazwy: nigredo ( czernienie, umieranie, rozpad ), albedo ( bielenie, oczyszczenie ), citrinitas ( żółknięcie - odradzanie się w nowej formie ) i rubedo ( czerwienienie – transfiguracja i przemiana w lapis philosophorum ). Druga, nieco młodsza, zwana była alchemią duchową. Także i jej Wielkie Dzieło składało się z czterech faz ( inspiracji, medytacji, imaginacji, iluminacji ), dokonywało się zaś w sercu ( jaźni ) człowieka, który poprzez medytację i wizualizację utożsamiał się z „cierpiącą” męki przeistoczeń materią i dążył do mistycznego zjednoczenia z Duszą Wszechświata ( Anima Mundi ), a za jej posrednictwem - z Bogiem.

Obie tej formy hermetyzmu funkcjonowały komplementarnie i do opisu przemian ducha i materii używały tego samego symbolowego języka. Cel alchemicznego opus określała hermetyczna formuła zwana VITRIOL. Jej nazwa wzięła się od liter początkujących siedem tworzących ją słów: visita interiora terrae rectificando invenies occultum lapidem ( zastąp do wnętrza ziemi, oczyszczając odkryjesz ukryty kamień ). Zapisana na obwodzie koła okalającego rycinę przedstawiającą symbole Wielkiego Dzieła stanowiła klucz do zrozumienia najważniejszego tekstu hermetycznego – Szmaragdowej Tablicy:



„Prawdziwie, bez kłamstwa, pewne i najprawdziwsze. To, co jest niżej, jest jak to, co jest wyżej, a to, co jest wyżej, jest jak to, co jest niżej, dla przeniknięcia cudów jedynej rzeczy. I tak jak wszystkie rzeczy powstały z jednego, z myśli jednego, tak wszystkie rzeczy zostały zrodzone z tej samej rzeczy, przez przystosowanie. Ojcem jego jest Słońce, matka Księżyc, wiatr nosił go w swoim łonie, karmicielką jego jest ziemia. Ojciec wszelkiego stworzenia jest tutaj. Siła jego jest zupełna, jeżeli zmieni się w ziemię. Oddzielisz ziemie od ognia, subtelne od gęstego, zwolna, z wielką zręcznością. Wznosi się z ziemi ku niebu i powtórnie zstępuje na ziemie i otrzymuje siłę wyższych i niższych. Tak posiądziesz chwałę całego świata; dlatego odstąpi od ciebie wszelka ciemność. Ta jest wszelkiej mocy potężna siła: ponieważ zwycięży wszelka rzecz subtelną i przeniknie każde ciało stale. Tak został stworzony świat. Takie będą cudowne przystosowania, których sposób jest tu zawarty. Dlatego jestem nazywany Hermesem Potrójnie Wielkim ( Hermes Trismigestos ), posiadającym trzy części filozofii całego świata. To jest zupełne, co powiedziałem o działaniu Słońca”


Dziwnym zbiegiem okoliczności formuła VITRIOL liczy 56 liter, tyle, ile kart Mniejszych Wtajemniczeń. Zważywszy, że już w XVI wieku kojarzono je z czterema żywiołami i stronami świata korelacja ta wydaje się oczywista, choć nie do końca jasna. Pewnym natomiast jest, że kilkadziesiąt lat przed wynalezieniem tarota do europejskich hermetystów dotarł łaciński przekład Tablicy. Udostępnił im go Raimundus Lullus ( 1235 – 1315 ), autor kilku traktatów omawiających duchowe aspekty Wielkiego Działa, człowiek wielce zainteresowany neoplatonizmem

oraz hermetycznym piśmiennictwem epoki hellenistycznej. Nie ma też wątpliwości, że zamieszczone w ówczesnych hermetycznych pismach ryciny nie tylko ilustrowały ich treść, ale i również pełniły funkcje ikon, których kontemplacja służyć miała alchemikowi do osiągnięcia takiego stanu umysłu, który umożliwiał zrozumienie wewnętrznego sensu zawartego w nich przekazu. Przykładem takiego zbioru obrazów są dwa traktaty: Rosarium Philosophorum z 1550 roku oraz Splendor Solis Salomona Trismosina z roku 1582.

Interesujący zwłaszcza jest ten drugi zbiór, złożony z 22 wyobrażeń. Przeglądając je przekonujemy się jednak, że niewiele mają one wspólnego z tarotem ( jeśli nie liczyć powierzchownych podobieństw kilku ilustracji do kart Słońca, Mocy, Kochanków, Cesarza i Eremity ). Oba te dzieła zresztą powstały później, w czasach, kiedy tarot już istniał. Można wszakże domniemywać, że ich autorzy czerpali wzorzec ze starszej księgi. Była nią zaginiona Księga Abrahama Żyda, w której posiadanie wejść miał słynny francuski alchemik Mikołaj Flamel ( ( 1330 – 1419 ).

Wedle jego, własnoręcznie spisanej relacji, sporządzono ją „z bardzo delikatnych włókien roślinnych pochodzących z młodych drzew”. Księga zawierała 21 kart wypełnionych hebrajskim tekstem oraz tyleż samo rycin. Karty siódma, czternasta i dwudziesta pierwsza przedstawiały młodą kobietę połykaną przez węża, tegoż węża zawieszonego na krzyżu oraz pustynię z wężami wychodzącymi ze źródeł. Na pozostałych widniały wyobrażenia mężczyzny z kaduceuszem, starca z klepsydrą na głowie i kosą w dłoniach, wysoką górę porośnięta kwiatami szarpanymi przez wiatr – siedzibę smoków i gryfów, kwitnący krzak róży ocieniony przez dąb, króla dzierżącego w ręku miecz i wydającego żołnierzom rozkaz zabicia dzieci, w których krwi kąpały się Księżyc i Słońce itp. Księgę te Flamel rzekomo otrzymał w Santiago de Compostella w Hiszpanii od niejakiego Canchesa, człowieka doskonale obeznanego z tajnikami alchemii i kabały i dzięki niej dokonał w 1382 roku Wielkiego Dzieła – wyprodukował kamień filozoficzny. Po czym stał się gorliwym katolikiem i resztę życia poświecił budowie szpitali oraz domów noclegowych dla żebraków i tułaczy.

„Kabalistyczne figury Abrahama Żyda, które dały Flamelowi asumpt do jego wiedzy – dowodził pięćset lat później Eliphas Levi w Magii rytualnej – nie są niczym innym, jak dwudziestoma dwoma kluczami tarota, ujętymi inaczej w kluczach Basileusa Valentinusa. Słońce i Księżyc występują tam pod postaciami cesarza i cesarzowej, Merkury jest magiem, wielki hierofant przedstawia adepta (...) podobnie ma się sprawa ze śmiercią, sądem, miłością, smokiem lub diabłem(...). Nie może też być inaczej, skoro Tarot jest źródłową księgą i kluczem do całego sklepienia wiedzy, musi on być zatem hermetyczny, tak jak jest magiczny, kabalistyczny i teozoficzny...”.Levi nazbyt pochopnie jednak utożsamił Księgę Abrahama Żyda z arkanami tarota, w których daremnie szukalibyśmy - typowych dla alchemicznej ikonografii - węży pożerających własny ogon, splecionych w miłosnym uścisku nagich par czy umierających i odradzających się androgynów. Ikonografia hermetyczna i tarotowa to dwie, różne ikonografie. Z drugiej wszakże strony rękopis Flamela, Rosarium Philosophorum oraz Splendor Solis są żywym dowodem tego, że w skutek stopniowej spirytualizacji hermetyzmu i uwypuklenia jego inicjacyjnych wartości kontemplacja ezoterycznych wizerunków odgrywała w alchemii ważną rolę. Redukcja ich ilości do 21 lub 22 wskazuje ponadto, że liczba ta miała jakieś znaczenie. Wiedzie nas to wprost do kabały, w której nauka o mistycznych treściach 22 liter hebrajskiego alfabetu stanowiła jej ezoteryczne jądro.Według kabały ( hebr. kabbalah – tradycja, tajemny przekaz ) Bóg stworzył świat ze światłości wyemanowanej ze swego niepoznawalnego centrum. Kształtując przestrzeń i czas, skupiła się ona w dziesięciu hipostazach Boga zwanych sefirotami formującymi strukturę uniwersum ukazywaną jako Drzewo Życia Gałęzie tego Drzewa połączone są 22 „kanałami” przepływu boskiej mocy sygnowanymi 22 literami hebrajskiego alfabetu, którymi Bóg spisał niebiańską Torę i które posłużyły Mojżeszowi i prorokom do spisania jej ziemskiej wersji. Idea ta legła u podstaw kabały, a sformułowano ją po raz pierwszy w pochodzącej z III wieku księdze Sefer Jecirah, gdzie czytamy, iż przystąpiwszy do stwórczego dzieła Bóg „wyrył (...), wyciosał, wyważał (...), permutował, mieszał, stapiał i formował przez nie istotę wszelkiego stworzenia i istotę wszelkiego przyszłego stworzenia”. Myśl tę rozwinęli późniejsi kabaliści, zaś pełny kształt uzyskała ona w wydanej w 1290 roku przez Mojżesza z Lionu księdze Zohar.

Reprezentując różne aspekty boskiej potęgi i będąc duchową osnową bytu litery dzieliły się na trzy kategorie. Trzy najważniejsze, zwane literami-matkami uosabiały trójcę podstawowych archetypów wszechświata: archetyp męski, ognisty, aktywny ( litera szin ); archetyp żeński, bierny, wodny (litera mem); archetyp unifikujący te opozycje ( litera alef ). Siedem liter podwójnych (beth gimel, daleth, kaf, pe, resz, taw ) odnosiło się do mocy planetarnych, zaś dwanaście liter pojedyńczych ( he, waw, zain, cheth, , teth, jod, lamed, nun, samwekh, ajin, cade, kof ) – do zodiaków. Każdej literze przypisana była również określona wartość liczbowa. Obliczano je według dwóch systemów: systemu prostego i systemu odwróconego. Ten pierwszy wiązał alefa z liczbą 1, beth – z 2, gimel – z 3, daleth – z 4, itd. aż do 400 ( litera taw ). Ten drugi, noszący miano athbasz, stanowił jego przeciwieństwo. Zgodnie z nim litera alef posiadała wartość ostatniej litery alfabetu ( taw ), beth – przedostatniej ( szin ), itd. Ponadto każda litera jawiła się jako reprezentacja anielskich potęg oraz mocy, każda też posiadała szereg symbolowych desygnatów o mistycznej i magicznej treści.

Dociekania żydowskich kabalistów szły w dwóch, podstawowych kierunkach: mistycznym i magicznym ( okultystycznym ).

Związani z popularnym na terenie Niemiec, Szwajcarii i Francji religijnym ruchem chasidim ( hebr. pobożni ) kabaliści-mistycy poświęcali się badaniu tajemnic Drzewa Życia, zaś ich bracia z Hiszpanii oraz Włoch koncentrowali się nad badaniem ukrytego sensu Tory. Im to kabała zawdzięcza opracowanie skomplikowanego systemu wnikania w sekretne treści Biblii poprzez sumowanie wartości liczbowej liter danego słowa lub fragmentu Pisma i zestawianie ich z innym słowem bądź ustępem Księgi posiadającymi tę samą wartość liczbową. Uzyskiwane w ten sposób przesłanie ujawniało tajemne zamysły Boga względem świata i człowieka. Natomiast przedstawiciele nurtu magicznego medytowali na literami i rysując je lub wizualizując dokonywali ich permutacji – mieszali i łączyli w rozmaite kombinacje po to, by zapanować nad mocami wszechświata.

Te ostatnie praktyki uchodziły w oczach rabinów za naganne, a dla zwolenników mistycznego odłamu kabały były przejawem opacznego pojmowania zasad tej nauki. I jedni i drudzy zgadzali się z tym, że jej magiczne odgałęzienie jest tradycją „lewej ręki” – wyrazem wypaczenia i nadużycia kabalistycznych prawideł do celów sprzecznych z ich pierwotnym przeznaczeniem. Polemizując z nimi magowie powoływali się na liczne wzmianki w Sefer Jecirah i w Zoharze wskazujące na to, że ich postępowanie nie zasługuje na potępienie. Przeciwnie. Jest godnym naśladownictwem działań takich świętych mężów jak chociażby budowniczy Arki Przymierza Becalel, o którym księga Zohar powiada, iż „wiedział jak łączyć i przestawiać litery, z których niebiosa i ziemia były stworzone”, czy identyfikowany z autorem Sefer Jecirah, patriarcha Abraham, który „spojrzał, i zobaczył, i badał, i myślał, i wyrył, o czyścił, i wyżłobił, i zrozumiał, i osiągnął oraz (...) powiązał dwadzieścia dwie litery w Jego mowę i Święty ( tj. Bóg – uwaga J.W.S ) odsłonił mu tajemnice”.

Magowie marzyli ponadto o poznaniu sekretu Tetragrammatonu JHWH , tj. złożonego trzech liter ( jod, he, waw ) Imienia Boga, które odzwierciedlając Jego istotę, skupiało w sobie wszystkie inne boże imiona, wszystkie święte litery, wszystkie wykreowane ich mocą byty i światy. Tajemnicę sposobu jego wypowiadania znał niegdyś tylko arcykapłan, jednakże od czasu zburzenia Świątyni Salomona przez Asyryjczyków nikt nie wiedział, jak je intonować. Zachowało się ono w zapisie JHWH, wszelako hebrajskie litery (poza alefem) są spółgłoskami, Imię to można więc było rozmaicie czytać ( np. Jahwe, Jehowa itp. ). Permutacja jego literami polegała na: 1/ dodawaniu do każdej litery Imienia samogłoski a, e, i, o, u, lub y ( JHWH zyskiwało wtedy zapis JaHaWaHa, JaHeWiHo itp. ); 2/ przestawianiu liter Tetragrammatonu i wiązaniu ich samogłoskami ( JHWH przekształcało się wówczas w JaWaHaHa, HaWeJiHo itd. ) oraz 3/ intonowaniu ich i wizualizowaniu w taki sposób, by po osiągnięciu ekstazy móc umiejscowić Imię w swoim sercu i zjednoczyć się z Bóstwem. W sumie kombinacji tych było 54, liczyły zaś one łącznie 216 liter.

Działania te miały wiele wspólnego z medytacyjnymi i wizualizacyjnymi technikami duchowej alchemii, od adeptów wymagały jednak znajomości języka hebrajskiego, tekstu Tory, symboliki liter oraz umiejętności ich właściwego permutowania. Czyniło to tę tradycję niedostępną dla osób nieżydowskiego pochodzenia.

Tajemnice wszakże mają to do siebie, że prędzej czy później zostają ujawnione. Pośród Żydów rozpowszechnił je, wspomniany już Mojżesz z Lionu, autor, a wedle innych – kompilator Księgi Blasku ( Zoharu ) mówiącej wprost co trzeba robić, by wyławiać z Tory słowa o tej samej wartości liczbowej i permutując ich litery łączyć je ponownie w logiczną całość. Natomiast w świecie chrześcijańskim kabała zyskała rozgłos w skutek działań podjętych przez Abrahama Abulafię ( 1240 – 1295), który zasłynął tym, że najpierw trafnie przepowiedział śmierć trzech papieży, a potem wyruszył w pielgrzymkę do Rzymu, żeby nawrócić na judaizm czwartego następcę Chrystusa. W swoich księgach Abulafia pouczał adeptów, że nie należy się wzdragać przed permutowaniem liter Niewymawialnego Imienia, gdyż da im to moc wpływania na losy świata. Wyjawiał im także, jak należy uzbrajać się w pieczęcie z wyrytymi na nich imionami aniołów i serafinów, jak wstępować w trakcie medytacji na najwyższe piętra niebios i jak zaklinać wrogie moce potęgą amuletów. Podobnie postąpił Józef Gikatalia ( 1248 – 1323 ), autor księgi Portae Lucis ( Bramy światła ), w której udostępnił szerokiemu gremium czytelników wiedzę o kabalistycznych technikach modlitwy, wizualizowania duchów i artykułowania bożych i anielskich imion. Księga ta została przełożona na łacinę i wzbudziła ogromne zainteresowanie w kręgach nieżydowskich hermetystów.

Hebrajskie pisma fascynowały już templariuszy, którzy zapraszali rabinów na dysputy, prosząc ich o konsultacje w sprawie tłumaczeń biblijnych tekstów. Nie im jednak, lecz takim badaczom ezoterycznych tajemnic jak Raimundus Lullus, Marsilio Ficino (1433 – 1499), Pico della Mirandolla ( 1463 – 1494 ), Johann Reuchlin ( 1455 – 1522 ), Cornelius Agrippa von Nettesheim ( 1486 – 1535 ) kabała zawdzięcza swą światową karierę. Ludzi tych Żydzi nazywali „prozelitami bramy”, tj., tymi, którzy poznają tradycję judaizmu, widzą w niej odblask boskiego objawienia i najwyższej prawdy, lecz nie chcąc porzucić chrześcijaństwa muszą zadowolic się rolą żebraków siedzących u bram siedzib Narodu Wybranego, zza których dociera do nich światło Bożej Obecności.

Rekrutowali się oni z dwóch grup społecznych – ze środowiska marranów ( potomków żydowskich przechrztów) oraz wykształconych i uprawiających wolne zawody chrześcijan ( rzemieślników, kupców, rękodzielników studentów, bakałarzy, nauczycieli ). Katolicy widzieli w nich godnych pogardy „judaistów”, czarnoksiężników zaprzedających swe dusze „synagodze diabła”, odstępców od „jedynie prawdziwej” wiary. Dla pilnie strzegących własnej tożsamości i kulturowo-religijnej odrębności Żydów byli profanami próbującymi wydrzeć „wybranemu narodowi” jego najskrytsze tajemnice. Żyli na granicy dwóch, wrogich światów jako podwójni odszczepieńcy, odrzuceni przez żydowską społeczność z powodu naginania kabały do zasad hermetycznej i chrześcijańskiej „herezji”, wyklęci przez chrześcijan z racji swego „judaizowania” i fascynacji hermetyzmem. Musieli przeto ukrywać swoje przekonania pod maską ostentacyjnej prawowierności. Opracowali także, zdumiewająco skuteczny, system kamuflowania wyznawanych przez siebie idei. Umiejętność ta wielu z nich wybawiła od stosu lub długoletniego więzienia, ot chociażby Hieronima Boscha ( 1450 – 1516 ), którego tchnące kacerstwem malarstwo zyskało akceptację najbardziej wytrwałych tropicieli schizmatyków.

Z takiego zapewne środowiska wywodził się autor Księgi Abrahama Żyda. Takim człowiekiem był również Mikołaj Flamel oraz współczesny mu żydowski alchemik Abraham ben Eleazar, którego napisany po hebrajsku i łacinie traktat poświecony magii, alchemii i kabale ukazał się w roku 1387. W tym też środowisku szukać należy wynalazcy tarota - człowieka doskonale znającego alchemiczne i kabalistyczne arkana, który dokonał fuzji tych dwóch systemów i uczynił coś, co wydawało się niemożliwe - zakodował w tchnących tajemnicą alegorycznych kartach ezoteryczną symbolikę 22 liter hebrajskiego alfabetu.
Hebrajskie litery są figurami abstrakcyjnymi, ale wywodzą się z pisma hieroglificznego. Fakt ten potwierdzają nazwy liter ( litera beth nawiązuje do hebrajskiego słowa beith – dom, i takie też ma znaczenie, nazwa litery jod pochodzi od jad – ręka, dłoń, itd. ), a w niektórych przypadkach wskazuje na to również ich kształt ( litera zajin przedstawia topór, miecz lub grot strzały, dlatego symbolizuje broń ). Podobnie też jak w przypadku pisma chińskiego, każdy składowy element litery ma jakieś znaczenie i wykazuje, na przykład, jej mistyczny związek z inna literą lub odnosi się do jakiejś duchowej prawdy. Są one więc ideogramami, co w połączeniu z ich numerologiczną i astrologiczną symboliką czyni je wdzięcznymi obiektami medytacji i wizualizacji.


Gdyby wynalazcą tarota był żydowski okultysta, wykaligrafowałby zapewne każdą literę na osobnym kartoniku, po czym permutując je ( tj. mieszając, tasując i przekładając ) medytowałby nad nimi po to, by odczytać ich sekretne przesłanie. Sęk w tym, że z punktu widzenia Żyda praktyka taka równałaby się profanacji, hebrajskie litery bowiem reprezentowały najwyższe sacrum. Co do tego zgodni byli zarówno kabaliści-mistycy jak i magowie. Zgoła odmienny stosunek do hebrajskich liter mieli szukający inspiracji w kabale średniowieczni okultyści widzący w nich magiczne znaki oraz nośniki czarodziejskiej mocy. Nie czując nabożnej czci do „boskiego alfabetu”, nie przywiązywali też wagi do jego wiernego kopiowania. Owszem, rysowali litery na amuletach, zamieszczali je na ilustrujących hermetyczne traktaty rycinach, ale robili to niestarannie, skutkiem czego litera he wyglądała jak cheth lub taw, waw przybierało postać liter zajin albo daleth, litera gimel często upodabniała się do kaf względnie nun itd.Wydaje się jednak mało prawdopodobne, by jakiś „prozelita bramy” ( jak nazywali judaizujących chrześcijan Żydzi ) odważył się permutować kartonikami z wyrysowanymi na nich hebrajskimi literami. Posiadanie takiego zbioru „heretyckich” symboli mogłoby się dlań zakończyć fatalnie: oskarżeniem o „judaizowanie”, uprawianie czarnoksięskiej magii i kacerstwo. Być może więc wpisał je w figury alegorycznych kart do gry. Idąc tym tropem rozumowania, najpierw Court de Gebelin, potem Etteilla i Eliphas Levi zaczęli doszukiwać się zarysów hebrajskich liter w postaciach Wielkich Arkanów. Ten ostatni uznał, że gesty rąk Maga imitują literę alef. Konstatacja ta zdawała się być logiczna: litera o liczbowej wartości 1, czyli alef, winna korelować z pierwszym arkanem tarota, beth – z drugim, gimel – z trzecim itd. Lecz co uczynić z arkanem zerowym? Levi znalazł rozwiązanie. Przypisał mu literę szin i uczynił Głupca dwudziestym pierwszym arkanem. System tych oznakowań do dziś jest stosowany we francuskiej tradycji okultyzmu.


Nieco inaczej widzieli tę rzecz angielscy i amerykańscy okultyści z Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku. Zwrócili oni uwagę na to, że aczkolwiek niektóre figury kart atutowych tarota faktycznie zdają się odwzorowywać hermetyczne symbole żywiołów i pierwiastków, to nie ten aspekt jest w nich najważniejszy. Owszem, można, a nawet trzeba odczytywać je w tym kontekście, jednakże winno się równocześnie korelować go z kabalistyczną arytmozofią opartą na dwóch sposobach liczbowego wartościowania liter: prostym i odwróconym ( athbasz ). Ten pierwszy ilustruje stwórczy akt Boga, a na poziomie praktyki inicjacyjnej – proces wtajemniczenia i napełnienia człowieka duchowym światłem poznania. Ten drugi jest obrazem dobywania się iskier światłości z okopów materii. Ukazują one zarazem to, że każda litera posiada dwie liczbowe wartości: swoją własną ( w systemie prostym ) odwróconą, tj. stanowiącą wartość analogicznej do niej litery w przeciwległym rzędzie. W tym sensie alef jest również literą taw, beth to szin, gimel to resz itd., nie można bowiem zrozumieć alefa bez poznania sekretów taw, zaś taw nie ujawni swoich wszystkich tajemnic, jeśli nie zestawi się go z literą alef.


Dwudzielność ta występuje także w Drzewie Życia. Prawa strona Drzewa oraz najwyższa hipostaza Boga ( Korona ) odpowiadają „męskości”, lewa strona i najniższa emanacja (Królestwo) - „żeńskości” uniwersum,. Archetyp męski identyfikowany jest z literą szin (Ogień), żeński – z literą mem ( Woda ). W hermetyzmie pierwiastki te niosły miano Siarki i Soli lub Słońca i Księżyca. Elementem je spajającym był Merkuriusz. Kabała rolę tę przypisywała literze alef, z którą, wedle księgi Zohar, Bóg stanowił jedno, a uczyniwszy ją „naczelnikiem wszystkich liter” zadecydował, że jako Korona Tory będzie źródłem Jego stwórczej mocy i od niej „zaczynać się będą rachunki i wszystkie wielkie dzieła”.


Alef przeto był w kabale tym samym, czym w matematyce zero – łącznikiem między opozycyjnymi biegunami i najpewniej dlatego winno się z nim utożsamić zerowy arkan Wielkich Wtajemniczeń, pierwszy - literą beth, drugi - literą gimel, trzeci – literą daleth, itd. System takiego oznakowania wprowadził w Hermetycznym Zakonie Złotego Brzasku MacGregor Mathers. Cechuje on wszystkie taroty nawiązujące do anglosaskiej tradycji okultyzmu i nim także będę się posługiwał w dalszych partiach tej książki.

W skutek takiego zabiegu tarot zyskał wewnętrzną dynamikę, wynikającą stąd, że liczbowe wartości kart oraz hebrajskich liter się nie pokrywają. Głupiec ( arkan 0, litera alef – wartość liczbowa 1 ) jest zerem i jedynką zarazem, czyli „potencjalnym” Magiem ( arkan 1, litera beth – wartość liczbowa 2 ). Z kolei Mag ma cechy oznakowanego alefem Głupca i Papieżycy ( arkan 2, litera gimel – wartość liczbowa 3 ), zaś Papieżyca jest „nosicielką” przymiotów Maga i Cesarzowej ( arkan 3, litera daleth – wartość liczbowa 4 ) itd. Żaden więc arkan tarota nie może być uznany i rozpatrywany jako odrębna, samoistna całość, gdyż - niczym w soczewce - skupiają się w nim właściwości innych arkanów.

Tarot zresztą sam w sobie także jest dwoisty, czego dowodzi dywinacyjna praktyka nakazująca wróżbicie interpretować jego arkana zarówno w położeniu prawidłowym, jak i odwróconym, stanowiącym z reguły zaprzeczenie tamtego. W sensie arytmozoficznym trzeba to rozumieć w ten sposób, że będący jedynką Mag skupia w sobie dwie wartości jednocześnie, tj. +1 i –1, z których +1 obrazuje jedność i unifikację wszystkiego, zaś –1, brak jedności, tj. wielość, rozproszenie, rozpad, destrukcję. To samo dotyczy Papieżycy ( unio oppositorum - dysharmoniczna dwoistość ), Cesarzowej ( boska, konstruktywna troistość - troistość destruktywna, demoniczna ) itd. A ponieważ tarot wykracza poza prawidła matematyki zasada ta dotyczy także zera, czyli Głupca, który oznakowany alefem uosabia dwa, odmienne stany "boskiej nieoznaczoności": mistyczną pełnię, czyli boskie "wszystko” oraz jej przeciwieństwo – pustkę, niebyt, próżnię, nicość. Oba te "boskie przymioty" określane są w kabale terminem ajin i literą o tej samej nazwie. Dziwnym zbiegiem okoliczności koreluje ona w tarocie z XV arkanem - Diabłem symbolizujacym tę fazę magicznej inicjacji, w której Głupiec najostrzej ściera się z tym swoim aspektem duszy, ktory Jung identyfikował z Cieniem, a w ktorym odzwierciedla się w całej pełni to wszystko, co odgradza nas od Boga i więzi nas w astralnych piekłach, niebach oraz innych, iluzorycznych krainach ezoterycznego poznania... naliza najstarszych wizerunków Wielkich Wtajemniczeń wskazuje, że wynalazca tarota czerpał inspiracje z najrozmaitszych źródeł. Znajdujemy w nich alegorie występujące w malarstwie dewocyjno-kościelnym ( Papież, Eremita, Diabeł, Sąd Ostateczny, niektóre przedstawienia Świata), w obrazach mitologiczno-biblijnych ( upodobniony do Wieży Babel XVI arkan oraz nawiązujący do wizji Ezechiela Rydwan ), w literaturze moralnej ( Moc, Kochankowie, Koło Fortuny, Umiarkowanie, Sprawiedliwość, Śmierć, Wisielec, Głupiec, Mag ), a także na rycinach astrologicznych ( Gwiazda, Księżyc, Słońce ) i hermetycznych (Cesarz, Cesarzowa). Ich dobór również wydaje się przypadkowy i znaczeniowo niespójny. Można oczywiście przyjąć, że obrazują one „kosmos ludzki” ( Głupiec, Mag, Eremita, Cesarz, Cesarzowa, Papież, Rydwan ), makrokosmos ( Gwiazda, Księżyc, Słońce ) i mitologiczno-religijny świat wyobrażeń ( Diabeł, Wieża, Świat, Sąd Ostateczny ), ale nie wiemy co łączy te „światy” i gdzie zaklasyfikować takie arkana jak Wisielec, Moc czy Koło Fortuny. Wolno doszukiwać się w zerowym, pierwszym, dziewiątym, trzecim, czwartym i piątym arkanie reprezentantów różnych warstw średniowiecznego społeczeństwa ( żebraka, jarmarcznego kuglarza, mnicha i przedstawicieli świeckiej oraz religijnej władzy ), lecz nie rozumiemy, czemu uhonorowano akurat te postaci, a nie na przykład kupca, włościanina, najemnego żołdaka, rycerza, rzemieślnika i żeglarza? Gdyby nawet założyć, że Papież personifikuje Wiarę, zaś Kochankowie – Miłość, to gdzie szukać Nadziei? I jeśli faktycznie Sprawiedliwość, Moc i Umiarkowanie symbolizują kardynalne cnoty, to gdzie podziała się ich czwarta siostra, Roztropność?

Co gorsza wcale nie jesteśmy pewni, czy dokonana przez nas identyfikacja tych alegorii jest prawidłowa. Owszem, Moc wygląda jak symbol Wstrzemięźliwości, jednakże jest ona zarazem podobna do alchemicznego wyobrażenia ujarzmianej w tyglu „pierwszej materii”. Ósmy arkan mógłby uosabiać Sprawiedliwość, ale kojarzy się też z zodiakiem Wagi, Gwiazda i Umiarkowanie świetnie korelują z astrologicznym przedstawieniem Wodnika, zaś Eremita bliski jest wyobrażeniu dzierżącego w dłoniach klepsydrę władcy czasu, Saturna. Z kolei Świat ma swą analogię w hinduistycznych wizerunkach tańczącego boga Śiwy, Diabeł natomiast znajduje odbicie w hermetycznym symbolu Lucyferycznej Trójcy, bądź – jak donosił niedawno pewien znawca przedmiotu – w wizerunku babilońskiej bogini Inany. I kogóż to u licha reprezentuje Papieżyca? Matkę Kościół? Papiestwo? Papieżycę Joannę? Gnozę? Mądrość? A może herezję?

Mówiąc najkrócej, nic do niczego nie pasuje i w zależności do swych upodobań możemy odnaleźć w tarocie wszystko, co tylko zechcemy. I o to w nim chodzi. Karty tarota bowiem stworzono nie po to, by ujawniały swoje treści, lecz po to, żeby je kamuflowały, udając, że niczego nie kamuflują.

Ich wynalazca wiedział, że nie to jest ezoteryczne, co epatuje profanów mnogością dziwacznych symboli, lecz to, co wydaje się powszednie, a nawet trywialne. Doceniał przy tym hipnotyczną potęgę figuralnych form sztuki ( być może więc faktycznie zetknął się z technikami ars memoriae - sztuki pamięci ). Postanowił wymyślić taki zestaw ikon, który byłby logicznie niespójny, trochę zwyczajny, trochę niezwykły, a poprzez to działający na wyobraźnię i zmuszający ją do „produkowania” rozmaitych, sprzecznych ze sobą skojarzeń. Hermetyczna ikonografia zupełnie się do tego nie nadawała: odstręczała niezwykłością ilustrowanych scen, budziła lęk, podejrzenia, sugerowała związki z „nieczystą siłą” i jednoznacznie wskazywała, że jest obrazkowym zapisem „kacerskiej wiedzy”. W przeciwieństwie więc do autorów Księgi Abrahama Żyda i Splendor Solis wybrał inną, bardziej nośną metodę. Posłużył się funkcjonującymi w społecznej świadomości schematami i alegoriami, kojarząc każdy element ezoterycznego przekazu hebrajskich liter i hermetycznej nauki z jakimś stereotypem i dodając doń lub mu ujmując jakieś elementy. Nie miało przy tym znaczenia, czy stereotyp ów wywodzi się z ludowych wierzeń, literatury moralnej, alchemii, astrologii, chrześcijaństwa lub z czegokolwiek innego. Ważne było jedynie to, czy można go zastosować w mistrzowskiej sztuce „obrazowania niewidzialnego” i ukrywania czegoś sekretnego w czymś pozornie odkrytym.

Tę zapomnianą dziś sztukę, której najdoskonalszym owocem jest tarot marsylski, opanował do perfekcji Eliphas Levi, ilustrując swoje książki własnoręcznie wykonywanymi rysunkami, wśród których znalazły się przedstawienia dwóch arkanów tarota - Rydwan i Diabeł ).


Jak przystało na dobrego znawcę alchemicznych ksiąg – pisze o tym Andrzej Kostołowski – Levi nie wyjaśnia [...] „tajemnic” swoimi rysunkami ( raczej nawet rozciąga znany z dawnych traktatów system ukrywania pod pozorem ujawniania ostatecznych „kluczy” tajemnic ), z jednej strony pragnie trafić do prawdziwych adeptów, którzy mogliby błyskawicznie zrozumieć, o co chodzi, z drugiej strony, wobec wszystkich którzy traktują okultyzm jako jeszcze jedną wyprawę w rejony ezoteryczne [...] akcentuje ornamentalne zasnuwanie problemu mgłą tajemnicy, spoza której raz po raz wyzierają symbole fantastyczności.


No cóż, nie bez racji powiadał Alan W. Watts, że „raz pokazać to tyle, co sto razy powiedzieć”. Sugerowana na rozmaite sposoby sekretność tarotowych ikon prawidło to w całej pełni potwierdza, gdyż jest owocem tej starej, magicznej zasady, zgodnie z ktorą „podobne działa na podobne i podobne przyciąga”. Zasadę tę Eliphas Levi określił mianem prawa analogii, odpowiedniości i przenośności.


Analogia – stwierdza w Magii transcendentalnej – jest kluczem wszystkich sekretów natury i jedyną fundamentalną podstawą wszelkich objawień. To dlatego mamy wrażenie, jakby religie napisane były w niebie oraz w całej przyrodzie. I tak powinno być, ponieważ dzieło Boga jest księgą Boga, i to, co On pisze, winno się dostrzegać zarówno w wyrazie Jego myśli, jak i też w Jego bycie (jeśli uważamy, że jest On najwyższą myślą). Analogia jest kwintesencją kamienia filozoficznego [...] kluczem wielkiego arkanu, korzeniem drzewa życia, nauką dobra i zła. Odnaleźć dokładną skalę analogii w rzeczach przyswajalnych przez naukę oznacza ustalić podstawy wiary, a przez to wejść w posiadanie różdżki czarodziejskie.


Im głębiej przeto wnikamy w karty tarota, tym szersze otwiera się ich rozumienie, tym więcej rodzi się różnorakich skojarzeń oraz błędnych i „obłędnych” interpretacji ich ezoterycznych znaczeń. Dopiero osadzona w konkretnej doktrynie tajemnica zdaje się wyjaśniać, ujawniając drugą warstwę sekretu, za którą kryją się dalsze. Wyposażony w tę „czarodziejską różdżkę” adept ocenia, bada, interpretuje i wpływa na otaczającą go rzeczywistość inaczej niż „zwyczajny” człowiek. Najpierw dlatego, że znajomość ezoterycznego prawa analogii, podobieństwa i przenośności daje mu wewnętrzny wgląd w mechanizmy rządzące otaczającym go światem. Po drugie zaś z tego powodu, iż dysponując nim świadomie wykorzystuje je do osiągnięcia z góry założonych celów. Akceptację takiej postawy wobec rzeczywistości uznać trzeba za początek prawdziwego wtajemniczenia w istotę żywej magii, będącej - wedle definicji Ramseya Dukesa, autora książki Seksualne tajemnice czarnych magów obnażone - „tą techniką, za pomocą której umysł ludzki usiłuje oddziaływać na swój świat.

 
Copyright © 2008-2017 Wróżka Lilith Black Moon. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.